Fart pokonany, ale...

Siatkówka. Beniaminek PlusLigi Fart Kielce nie ugrał w Rzeszowie w starciu z Asseco Resovią żadnego punktu. Rzeszowianie przegrali jednak z rywalami seta do 17, co z pewnością nie jest powodem do dumy. Zwycięstwo 3:1 dało Asseco Resovii pozycję lidera w ligowej tabeli
- Musieliśmy ten mecz wygrać. Od dwóch dni powtarzałem zawodnikom, by podeszli do tego spotkania w pełni skoncentrowani. Wszystko było w porządku w pierwszym secie. W następnym już moi zawodnicy najwidoczniej pomyśleli, że mecz się skończył - mówił po meczu trener Asseco Resovii Ljubo Travica. Jego podopieczni nie dali rywalom szans w pierwszej i trzeciej odsłonie. W drugiej jednak to oni byli tłem dla beniaminka z Kielc. - Możemy być zadowoleni z tego meczu, bo zagraliśmy niezłe dwa sety, na tle takiego przeciwnika. Jeśli ktoś powiedziałby przed spotkaniem, że Fart wywiezie stąd seta, to wszyscy pukaliby się w głowę - stwierdził z kolei Piotr Łuka, przyjmujący Farta, który wcześniej przez kilka sezonów bronił barw zespołu z Rzeszowa. W sobotę był najlepszym zawodnikiem gości. Mocno dawał się we znaki rywalom w polu zagrywki, bronił piłki nawet zza pola gry, a w ataku miał ponad 60 procent skuteczności. Był też najlepiej punktującym graczem kielczan, zdobywając 16 punktów. - Starałem się pokazać z dobrej strony - mówił skromnie Łuka i dodał: - Nie ukrywam, że gra mi się tu fajnie, choć od dwóch lat jestem zmuszony grać przeciwko Resovii, ale lubię atmosferę tej hali.

Nastroje w kieleckim zespole mogły być jeszcze lepsze, bowiem po łatwo przegranych partiach pierwszej i trzeciej (w każdej z nich kielczanie oddali rywalom po 12 punktów po własnych błędach) w czwartym secie gracze Farta do końca toczyli zacięty bój z resoviakami. - Popełniliśmy kilka szkolnych błędów w tym secie, które zaważyły na wyniku - mówił Michał Kozłowski, rozgrywający Farta, który prowadził grę swojego zespołu pod nieobecność kontuzjowanego Macieja Dobrowolskiego. - Zaważyły piłki w kontrach, których nie dogrywamy w punkt do rozgrywającego. Robimy też dużo błędów w piłkach sytuacyjnych. Gdybyśmy pięć piłek przebili na drugą stronę, to Resovia mogłaby dwie zepsuć. Ale to są błędy młodości. Ja kiedyś też wierzyłem, że można głową przebić mur, ale okazuje się, że się nie da - stwierdził Piotr Łuka. - Każdy z nas bardzo chciał wygrać, ale młodzi zawodnicy może palą się trochę psychicznie. Po drugiej stronie siatki są gwiazdy światowego czy europejskiego formatu. Kilku chłopaków może jeszcze rok temu nie bardzo wierzyło, że będą kiedyś grali przeciwko takim zawodnikom. Trzeba im dać czas, by okrzepli w tej lidze - dodał.

W obozie Asseco Resovii z kolei zadowolenie było tylko z wyniku. - Najważniejsze, że wygraliśmy. Wiem, że graliśmy znowu niestabilnie. Wydaje mi się, że może nie byliśmy odpowiednio skoncentrowani przez cały mecz - zauważył Aleh Akhrem, przyjmujący rzeszowian, którzy od początku sezonu dobre sety przeplatają słabszymi. - Ciężko gra się w takich meczach. Ciężko wyjść na boisko z takim samym nastawieniem jak np. na Bełchatów. Choć każdy stara się dać z siebie 100 procent - stwierdza Łukasz Perłowski, kapitan Asseco Resovii. - W tym drugim secie popełniliśmy na początku kilka błędów, a chłopakom z Kielc zaczęła wychodzić gra. Ciężko było później gonić - dodał.

W drugim secie zaczęły się też problemy rozgrywającego rzeszowian - Michała Baranowicza. Ten po kilku akcjach łapał się za plecy i trener Travica musiał go zdjąć z boiska. Żeby jednak mógł za niego wejść drugi rozgrywający, Serb Ivan Ilić, boisko musiał opuścić Amerykanin Ryan Millar, środkowy zespołu. Oprócz Millara bowiem na boisku przebywali już Niemiec Georg Grozer i Białorusin Akhrem, a więc Ilić byłby już czwartym obcokrajowcem na boisku, a tych może w jednym momencie grać tylko trzech.

Baranowiczem zaraz zajął się fizjoterapeuta zespołu Jacek Rusin i młody rozgrywający wrócił na boisko w trzecim secie. W każdej przerwie był jednak mocno masowany. Później jednak znów zmienił go Ilić, który pozostał na placu gry także w czwartej partii. - Nie wiem, co się stało. W drugim secie poczułem ból. Musi to teraz zobaczyć lekarz i wtedy będziemy wiedzieć, w czym problem - mówił na gorąco Baranowicz. - To chyba coś z mięśniami. Ból był bardzo mocny. Cały czas go czułem - dodał pierwszy rozgrywający zespołu, który już kilka tygodni temu miał podobne dolegliwości. Wtedy jednak szybko udało się go postawić na nogi, bo może to być kluczowe, bowiem już w środę Asseco Resovia podejmie u siebie Zaksę Kędzierzyn-Koźle. - Myślę, że do środy się wyleczę. Na pewno zrobię wszystko, żeby zagrać - obiecuje Baranowicz.



ASSECO RESOVIA3
FART KIELCE1
Sety: 25:18, 17:25, 25:13, 25:22

Asseco Resovia: Baranowicz 2, Mika 7, Perłowski 8, Grozer 22, Akhrem 10, Millar 2 oraz Ignaczak (libero), Grzyb 4, Ilić, Buszek.

Fart: Kozłowski, Kapfer 11, Szczerbaniuk 8, Jungiewicz 7, Łuka 16, Zniszczoł 7 oraz Swaczyna (libero), Sopko 6, Żuk.

Sędziowali: Katarzyna Sokół i Jacek Hojka (oboje Wrocław).

Widzów: 4,3 tys.

WYNIKI POZOSTAŁYCH MECZÓW I TABELA W "GAZECIE SPORT".



Szóste zwycięstwo z rzędu

Siatkarze Asseco Resovii występujący w Młodej Lidze odnieśli w sobotę szóste zwycięstwo w szóstej kolejce rozgrywek. Tym razem pokonali w Rzeszowie Zaksę Kędzierzyn-Koźle 3:0 (25:16, 25:22, 25:20).

Rzeszowianie z kompletem zwycięstw i 17 punktami na koncie przewodzą ligowej tabeli, mając dwa "oczka" przewagi nad drugą Skrą Bełchatów.