Sport.pl

Tylko punkt Asseco Resovii w stolicy

Siatkówka. Kolejne punkty stracili już na starcie ligi siatkarze Asseco Resovii. Tym razem podopieczni Ljubo Travicy przegrali w Warszawie z Politechniką 2:3, mimo iż prowadzili już 2:1.
Początek sezonu resoviakom wyraźnie nie wychodzi. Drużyna, która dopiero od kilku dni zaczyna trenować w prawie pełnym składzie, nie gra nawet w połowie tego, czego wszyscy od nich oczekują. Brakuje też jeszcze kilku graczy, którzy w pełnej formie będą z pewnością solidnym wzmocnieniem ekipy. Na razie jednak efekt jest taki, że po dwóch meczach rzeszowianie mają na koncie tylko trzy punkty, a grali do tej pory z Pamapolem Wieluń i Politechniką Warszawską, a więc drużynami nie typowanymi przed sezonem do czołowych miejsc w tabeli.

To jednak może się zmienić, szczególnie jeśli chodzi o Politechnikę. Ta ograła już wicemistrza Polski, Jastrzębski Węgiel i w środę Asseco Resovię, brązowego medalistę mistrzostw Polski. - Nie popadajmy w euforię. Wciąż mamy przed sobą jeden cel, awans do pierwszej szóstki - tonuje nastroje w warszawskiej ekipie Robert Prygiel, kapitan Politechniki.

- Politechnika zagrała bardzo dobre spotkanie. My słabiej przyjmowaliśmy, ale to efekt ich znakomitej zagrywki - mówił zaraz po spotkaniu libero Asseco Resovii, Krzysztof Ignaczak. - Ryzykowali w polu serwisowym, co się im w konsekwencji opłaciło. Bez dobrego przyjęcia trudno jest grać szybką siatkówkę - dodał Ljubo Travica, szkoleniowiec rzeszowian. Szczególnie w przyjęciu nękany był młody Mateusz Mika, na którym rywale zrobili sporo punktów. - Mateusz nie miał najlepszego dnia - mówi Travica.

Początek meczu nie zapowiadał jednak porażki gości. Politechnika była zagubiona, a resoviacy grali jak w transie. Zagrywali mocno, nieźle bronili, a w kontrach niezawodny był Niemiec Georg Grozer. - Łatwo wygrany pierwszy set w kolejnych nie wyszedł nam na dobre - stwierdził kapitan resoviaków, Łukasz Perłowski.

Warszawianie zaskoczyli od drugiej partii i grali coraz lepiej. Znakomicie bronili, a jeszcze lepiej zagrywali. Cztery razy zdobyli punkty bezpośrednio z zagrywki, a wiele razy mocno utrudniali grę rzeszowianom. Tym razem to oni byli stroną przeważającą. - Ulotniła się gdzieś nasza agresja. Popełnialiśmy też błędy seriami - tłumaczył Perłowski. Kilka pomyłek, które pojawiły się na boisku, nie tylko w drugiej partii, ale także w kolejnych wynikało pewnie z braku zgrania, ale nie powinny pojawiać się na tym szczeblu rozgrywek.

Gdy w trzecim secie znów warunki gry zaczęli dyktować rzeszowianie, a w końcówce skuteczność odzyskał Białorusin Aleh Akrem, wydawało się, że zwycięstwo jest w zasięgu rzeszowian. Wtedy jednak trener miejscowych Radosław Panas zdecydował się zmienić rozgrywającego i atakującego. Na boisku pojawili się Robert Prygiel i Mikael Salas i to były kluczowe zmiany dla losów meczu. - Od czwartego seta wnieśli w nasze poczynania nową jakość. Te zmiany przyniosły swój efekt - cieszył się po meczu Panas.

Na domiar złego miejscowi zaczęli skuteczniej grać blokiem, a w ataku zaciął się Grozer, na którym głównie opierała się gra Asseco Resovii. Rozgrywający rzeszowian Michał Baranowicz dopiero od czwartej partii zaczął bardziej wykorzystywać środkowych, ale to było za mało na dobrze dysponowanych warszawian. Tym bardziej, że mieli oni w swoich szeregach niezawodnego Michała Kubiaka, który kończył większość trudnych piłek, nawet w najbardziej nieprawdopodobnych sytuacjach. - Dobrze, że mamy takiego gracza jak Michał, który jest naszym motorem napędowym - chwalił kolegę Zbigniew Bartman, drugi z przyjmujących Politechniki.



AZS POLITECHNIKA3
ASSECO RESOVIA2
Sety: 17:25, 25:20, 22:25, 25:18, 15:12.

AZS Politechnika: Neroj 2, Bartman 12, Kreek 6, Statsenko 9, Kubiak 24, Nowak 9 oraz Wojtaszek (libero), Żaliński, Wierzbowski, Prygiel 8, Salas 3.

Asseco Resovia: Baranowicz, Mika 4, Kosok 7, Grozer 23, Akhrem 22, Grzyb 1 oraz Ignaczak (libero), Millar 1, Buszek 3, Perłowski 5.