Szansa dla Fishera, czyli Marma Hadykówka podejmuje Lotos

Żużel. Po niedzielnej wygranej w Gnieźnie rzeszowskich żużlowców już we wtorek czeka kolejny pojedynek w I lidze. O godz. 18 w zaległym meczu 11. kolejki rzeszowianie zmierzą się na własnym torze z Lotosem Wybrzeżem Gdańsk.
- Odnieśliśmy bardzo ważne zwycięstwo na trudnym terenie. Cieszymy się z trzech punktów, ale przed nami jeszcze daleka droga. Cała drużyna zasłużyła na wielkie słowa uznania. Tor był taki, jakiego się spodziewaliśmy i na jakim trenowaliśmy. Wyciągnęliśmy wnioski z przegranej w Grudziądzu, która nas trochę zabolała - mówił po meczu ze Startem trener rzeszowian Dariusz Śledź. Szkoleniowiec był bardzo zadowolony z postawy swoich podopiecznych, którzy w Gnieźnie zaprezentowali się właśnie jako drużyna, która nie ma słabych punktów. - Nawet Anglik Chris Harris zdobył tylko pięć "oczek", ale jak ważnych - dodawał Jacek Ziółkowski, kierownik rzeszowskiej drużyny. - Dawid Lampart po dwóch zerach w środku zawodów potrafił wygrać dwa ważne wyścigi, w tym jeden, gdy jechał sam po wykluczeniu Harrisa. Olbrzymie słowa uznania należą się Maćkowi Kuciapie, który całe zawody jechał super, na koniec wytrzymał psychicznie w ostatnim biegu i zapewnił nam wygraną - chwalił rzeszowian Ziółkowski.

Wyrównana jazda rzeszowskich zawodników zaprocentowała pierwszą w tym sezonie porażką gnieźnian na własnym torze oraz pozycją lidera dla rzeszowian. Wygrywając ze Startem, podopieczni Dariusza Śledzia uczynili olbrzymi krok w kierunku ekstraligi. Bo przecież Start będzie jednym z ich rywali w drugiej fazie rozgrywek, do której rzeszowianie najprawdopodobniej przystąpią z trzypunktową przewagą nad kolejnymi zespołami.

Czy tak będzie, to zależy m.in. od wyniku wtorkowego meczu, w którym rzeszowianie zmierzą się z Lotosem Wybrzeżem Gdańsk. Obie drużyny w tym pojedynku wystąpią w osłabionych składach. Z powodu trwającego właśnie Drużynowego Pucharu Świata w zespole z Gdańska zabraknie Szweda Magnusa Zetterstroema i Rosjanina Renata Gafurowa, a trener rzeszowian Dariusz Śledź nie będzie mógł skorzystać z usług dwójki Anglików - Chrisa Harrisa i Lee Richardsona. Rzeszowscy działacze próbowali co prawda przełożyć ten mecz na 8 sierpnia, by drużyny pojechały w najmocniejszych składach, ale nie zgodzili się na to działacze z Gdańska.

W tej sytuacji szansę debiutu w drużynie Marmy Hadykówki dostanie Amerykanin Ryan Fisher, który w Rzeszowie zameldował się już w poniedziałek, a więcej razy powinien pojawić się na torze także Szwed Ludvig Lindgren. - Niestety, zarówno ja, jak i Chris nie będziemy mogli pomóc kolegom w meczu z drużyną z Gdańska. Bardzo chciałem przyjechać do Rzeszowa, rozmawiałem o tym z Armando Castagną z FIM [Międzynarodowa Federacja Motocyklowa - przyp. red.] oraz moją federacją, by dowiedzieć się, co grozi mi za to, że wystąpię w zawodach we wtorek. Bo w regulaminie jest tylko napisane, że nie możemy pojechać, ale nie ma ani słowa o tym, co nam grozi, jeśli to zrobimy. Dowiedziałem się, że może mi zostać odebrana na pół roku licencja międzynarodowa, co byłoby dla mnie katastrofą. Mógłbym tylko startować w Anglii na krajowej licencji, a w ligach polskiej i szwedzkiej byłby to dla mnie koniec występów w tym sezonie - tłumaczył swoją nieobecność Richardson. - Jeśli mam być szczery, to nie sądzę, żeby rywale - jeśli przyjadą bez Gafurowa i Zetterstroema - byli w stanie powalczyć chociażby o bonus. Nawet beze mnie i Chrisa w składzie jesteśmy tak mocni u siebie, że nie powinno być problemów z odniesieniem zwycięstwa. Boję się nawet, że jeśli Ryan Fisher pojedzie dobrze, to mogę mieć problem z powrotem do składu - dodał z uśmiechem Anglik.

W Rzeszowie wszyscy zastanawiają się, czy gdańszczanie, którzy bardzo upierali się, by nie przekładać meczu, faktycznie przyjadą bez Gafurowa i Zetterstroema. Od tego zależy, czy rzeszowianie będą mieli szansę nie tylko na wygraną, lecz także na odrobienie 12-punktowej straty z meczu w Gdańsku. - Przede wszystkim musimy zobaczyć, w jakim składzie pojadą rywale. Wtedy będziemy myśleć o wygranej, a później o bonusie - stwierdził Szwed Mikael Max.

- Po wygranej w Gnieźnie mamy znakomity układ. To był dla nas najważniejszy mecz w tym sezonie. Teraz musimy zdobyć trzy punkty w meczu z Wybrzeżem i przed rundą finałową będziemy w doskonałej sytuacji. Wiem, że będziemy osłabieni, ale rywale chyba bardziej - zakończył Ziółkowski.





Awizowane składy:

Marma Hadykówka Rzeszów: 9. Mikael Max, 10. Łukasz Kret, 11. Rafał Okoniewski, 12. Ryan Fisher, 13. Maciej Kuciapa, 14. Dawid Lampart.

Lotos Wybrzeże Gdańsk: 1. Paweł Hlib, 2. Tobias Kroner, 3. Dawid Stachyra, 4. Renat Gafurow, 5. Thomas Jonasson, 6. Damian Sperz.

Godz. rozpoczęcia: 18

Sędziuje Piotr Lis z Lublina.

Bilety: 28 zł - normalne, 17 zł - ulgowe, 5 zł - program



Po meczu w Gnieźnie powiedzieli:

Mikael Max: Wiem, że moje punkty pomogły nam odnieść zwycięstwo i powinienem być zadowolony, ale moja jazda nie wyglądała tak, jak powinna. Męczyłem się na tym torze. Musiałem walczyć na dystansie, zwłaszcza na pierwszym łuku, by w ogóle zdobyć jakieś punkty, bo ze startu nie spisywałem się najlepiej. Wolałbym wychodzić dobrze ze startu i później tylko powiększać przewagę.



Rafał Okoniewski: Cieszę się, że wygraliśmy, a ja na twardym torze pojechałem w miarę dobrze. Bo po meczu w Grudziądzu nie wiedziałem, co się dzieje. Bardzo dobrze, że Maciek Kuciapa tak pojechał, bo potrzeba nam wyrównanego składu. Mam nadzieję, że teraz już na wyjazdach będzie jeździł bardzo dobrze, bo to potrafi. Dzisiaj to udowodnił.



Chris Harris: Pięć punktów to słaby wynik, chociaż raz zostałem niesłusznie wykluczony, ale najważniejsze, że wygrał zespół. Miałem dobrą prędkość, wyprzedziłem rywala, a on się przewrócił. Na szczęście ta decyzja sędziego nie miała wpływu na wynik meczu. Nie lubię tego toru, co prawda ma fajny kształt, ale jest zbyt twardy i ciężko mi się tu jeździło.



Dawid Lampart: Te dwa zera to wynik startów z zewnętrznych pól i niedopasowania do toru. W pierwszym biegu wygrałem, ale objechałem rywala po trasie. W końcówce było zdecydowanie lepiej. W 12. biegu przywiozłem ważne zwycięstwo po wykluczeniu Chrisa, i to mimo że trochę bolała mnie ręka po upadku.



Maciej Kuciapa: W tamtym roku ostatni mecz też dobrze tu pojechałem. Teraz spróbowaliśmy podobnych przełożeń i się udało. Tylko w czwartym biegu trochę przedobrzyłem. Niepotrzebnie zmienialiśmy ustawienia i przyjechałem ostatni. Ale później wróciliśmy do tego, co było wcześniej, i to przyniosło efekt. Po ostatnim meczu w Grudziądzu, gdzie kompletnie nie powalczyłem, chciałem się zrehabilitować. Starannie się do tego meczu przygotowałem i to przyniosło efekt.