Asseco Resovia z brązowym medalem

Niesamowita walka o brązowy medal i niesamowity jej koniec. Asseco Resovia odbiła się praktycznie od dna w rywalizacji o trzecie miejsce w PlusLidze i w decydującym spotkaniu w Kędzierzynie-Koźlu ograła Zaksę 3:0! Po 22 latach brązowe krążki znów zawisły na szyjach resoviaków!
Rzeszowianie dokonali rzeczy niebywałej, w którą chyba mało kto wierzył po pierwszych dwóch meczach w Kędzierzynie. Resoviacy wtedy grali źle i ulegli gładko dwa razy. W rywalizacji o brązowy medal przegrywali już 0:2. W trzecim meczu w Rzeszowie też nie szło im najlepiej. Zaksa prowadziła już 2:0 i 23:17 w trzeciej partii, do brązu brakowało jej tylko dwóch punktów. Wtedy nastąpił niesamowity zwrot. Rzeszowianie odrobili straty, wygrali ten mecz, a później także pojedynek numer cztery. - Podejrzewam, że w głowach kędzierzynian to zostanie, tym bardziej że w podobnych okolicznościach przegrali też półfinał. Gdy ze stanu 0:2 doprowadza się do 2:2, to jednak drużyna, która wygrywa, wyrównuje stan, czuje się lepiej - mówił przed decydującym, piątym spotkaniem w Kędzierzynie-Koźlu kapitan Asseco Resovii, Krzysztof Gierczyński.

Piątkowe spotkanie wyglądało dokładnie tak, jak przewidział to Gierczyński. Od pierwszej piłki to Asseco Resovia rządziła i dzieliła na boisku. To ona dyktowała warunki gry i cały czas kontrolowała sytuację. Przegrany trzeci mecz w Rzeszowie chyba cały czas ciążył na gospodarzach, którzy zaczęli od serii błędów. Resoviacy z kolei byli wyraźnie w gazie, wychodziło im wiele, zupełnie inaczej niż przy ostatniej wizycie w Kędzierzynie.

Rzeszowianie przede wszystkim bardzo agresywnie zagrywali, a brylował w tym właśnie Gierczyński, który raz za razem niepokoił przyjmujących rywali. Gorsi nie byli jego koledzy, a kędzierzynianie mieli spore problemy z przyjęciem, co rzadko im się zdarzało w tym sezonie. Trudniej więc było im wyprowadzać ataki, co skutecznie wykorzystywali przyjezdni. Dobrze w szeregach Resovii funkcjonował blok, a także obrona, co później w mądrzej grze na kontrach zamieniało się na punkty.

Już w pierwszych piłkach pierwszej partii resoviacy wypracowali sobie sporą przewagę. Fin Mikko Oivanen raz za razem posyłał bomby w polu zagrywki, a miejscowi atakowali po autach. W momencie więc zrobiło się 7:1 dla rzeszowian. Zresztą błędy własne to był też ogromny problem Zaksy. Tylko tym elementem gospodarze oddali Resovii w pierwszym secie aż dziewięć punktów. - Na pewno siedziała w głowie ta fatalna przegrana w trzecim meczu, bo to było coś przykrego, czego nie da się tak szybko wyrzucić z głowy, co pewnie jeszcze długo będziemy pamiętać - mówił Jakub Jarosz, atakujący Zaksy.

Wysoka przewaga wypracowana w pierwszych piłkach pozwoliła resoviakom grać swoją grę, a Zaksa próbowała gonić. Jeśli jednak tylko odrobiła punkt, czy dwa, zaraz wszystko trwoniła. Jedynie pod koniec seta udało jej się na stałe podgonić wynik, ale było już za późno i Asseco Resovia objęła prowadzenie 1:0.

W drugiej partii zaczęło się niemal identycznie, bo od prowadzenie rzeszowian 5:0. Wszystko znowu przez błędy Zaksy, a także dzięki skutecznemu, punktowemu blokowi resoviaków. Później nie działo się już wiele. Resovia dominowała w każdym elemencie, a kędzierzynianie mieli problemy z zagrywką, przyjęciem i co za tym idzie atakiem. Zbyt dużo psuli serwów, perfekcyjnie przyjmowali zagrywki z zaledwie czteroprocentową skutecznością, a w ataku kończyli tylko co czwartą piłkę. Przegrali więc wyraźnie, do 15 i resoviakom do brązowych medali brakowało już tylko jednej zwycięskiej partii.

Miejscowi jednak nie zamierzali odpuścić i w kolejnej odsłonie to oni dominowali na boisku. Resovia jednak goniła, co udało jej się przy stanie po 19, choć jeszcze kilka minut wcześniej przegrywała 13:18. Później gra toczyła się już punkt za punkt, ale w samej końcówce to rzeszowianie mieli więcej zimnej krwi. Dwa razy zablokowany został Jakub Jarosz, a w ostatniej akcji sezonu Robert Szczerbaniuk. Trzy razy złapał ich Łukasz Perłowski, środkowy Asseco Resovii. - Wiedzieliśmy, że w końcówce będą grać do Kuby, więc było nam łatwiej. Pokazaliśmy po raz kolejny charakter, bo znowu przegrywaliśmy wysoko w trzeciej partii - mówił uradowany Perłowski.

- Nie było łatwo, bo przegrywaliśmy już 0:2, ale pokazaliśmy charakter, a w dzisiejszym meczu zagraliśmy jak maszyna. Wychodziło wszystko, zagrywka, przyjęcie. Byliśmy bardzo skoncentrowani. Popełnialiśmy błędy, ale zaraz je nadrabialiśmy innymi elementami. Dziękuję wszystkim, którzy w nas cały czas wierzyli - mówił Białorusin Aleh Akhrem, przyjmujący rzeszowian, a Krzysztof Gierczyński dodał: - Czasami brąz smakuje lepiej niż srebro, bo srebro się przegrywa, a brąz trzeba wygrać, wywalczyć jeszcze to trzecie miejsce. A jeszcze dodatkowo smakuje, gdy jest wygrany tak jak w tym roku.

ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE0
ASSECO RESOVIA3
Sety: 21:25, 15:25, 24:26

Zaksa: Masny, Ruciak 9, Kaźmierczak 1, Jarosz 11, Sammelvuo 10, Gładyr 3 oraz Mierzejewski (libero), Szczerbaniuk 5, Martin, Witczak, Pilarz.

Asseco Resovia: Redwitz 2, Gierczyński 13, Perłowski 10, Oivanen 17, Akhrem 9, Kosok 3 oraz Ignaczak (libero), Papke, Ilić.

Sędziowali: Wojciech Maroszek (Żory) i Waldemar Niemczura (Węgierska Górka)

Widzów: 3 tys.

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 3:2 dla Asseco Resovii, która zdobyła brązowe medale mistrzostw Polski. Zaksa zajęła czwarte miejsce w rozgrywkach PlusLigi.