Sport.pl

Marcin Lew: W Mielcu futbol, w Rzeszowie kopanina [KOMENTARZ]

Marcin Lew
27.05.2016 , aktualizacja: 27.05.2016 11:40
A A A
Stal Rzeszów przegrała pierwszy mecz barażowy o II ligę 2:3

Stal Rzeszów przegrała pierwszy mecz barażowy o II ligę 2:3 (PATRYK OGORZAŁEK)

60 kilometrów będą musieli pokonywać kibice piłki nożnej z Rzeszowa, by zobaczyć futbol na przyzwoitym poziomie. Muszą dojechać do Mielca na I ligę, ponieważ w swoim mieście mogą zobaczyć tylko podrzędną kopaninę
Trzy razy mniejszy od Rzeszowa Mielec będzie miał I ligę piłki nożnej, właściwie już ma. Ma dzięki zaangażowaniu wielu ludzi, mądrej pracy, wsparciu samorządu. Ma nie dzięki wielkim pieniądzom, ale dzięki pracy, pomysłowi, dzięki wykorzystaniu potencjału ludzkiego. Ma, bo ktoś w Mielcu chciał wrócić do tradycji wielkiej piłki, bo nie założył, że przecież się nie da.

Stal Mielec jeszcze kilka lat temu była jednym z wielu podrzędnych klubów na Podkarpaciu. Długo balansowała na granicy trzeciej i czwartej ligi, a czasy dawnej świetności młodzi kibice znali tylko z opowiadań. Podobnie jak w Rzeszowie. W Mielcu jednak postanowiono spróbować wyrzucić linę z dołu, zaczepić ją o jakiś pień i wydostać się na powierzchnię, przynajmniej spróbować. W Rzeszowie od lat trwa spór, kto ma tę linę rzucić, o co ją zaczepić i czy w ogóle jest sens. A możliwości stolica województwa ma przecież dużo większe.

W Mielcu zaczęło się od remontu stadionu, całego, nie jednej trybuny. Od remontu za niemal własne pieniądze, bez ograniczeń. Powstał obiekt ładny, może nie bez wad, może mniejszy, ale funkcjonalny w całości. I co najważniejsze, dostępny dla piłkarzy. Może nie jest całkiem darmowy, może i Stal musi coś za niego zapłacić, ale są to sprawy groszowe. W Rzeszowie tych groszy trzeba wrzucić tysiące.

Stal dostała pomoc od miasta, konkretną, około jednej trzeciej budżetu. Budżetu i tak niewielkiego jak na drugoligowe realia, półtoramilionowego. Ale z pomysłem realizowanego, wydawanego odpowiedzialnie.

Bo pomoc miasta to jedno, ale drugie to ludzie, którzy wiedzą, czego chcą, wiedzą, którą ścieżką iść i gdzie ona ma doprowadzić. A tego w stolicy naszego województwa brakuje chyba najbardziej. W Mielcu kilka lat temu zebrała się grupa osób, która dość miała szarzyzny. Małymi krokami budowała to, co dzisiaj na całym Podkarpaciu będzie stawiane za przykład. W Stali nikt nie zarabiał po 6 czy 7 tys., jak przed laty w Resovii czy rzeszowskiej Stali. Postawiono na młodych piłkarzy, którym jeszcze się chce. Dobrano ludzi, którzy podołali organizacyjnie. A Rzeszów może patrzeć z zazdrością.

Bo w Rzeszowie wciąż jedne i te same twarze obiecują co roku złote góry, wyciągają ręce po pieniądze do miasta, które też jakoś nie widzi potrzeby posiadania drużyny piłkarskiej na odpowiednim poziomie. Ciągłe pretensje, przerzucanie się odpowiedzialnością, a na końcu pozostawione długi. I nieśmiertelna fraza, że jak znajdzie się ktoś lepszy, to proszę bardzo.

Lepszego nie ma ani w mieście, ani w klubach. Nie ma też nadziei na lepsze jutro. Na szczęście przykład Mielca pokazał, że nawet po wielu latach kopaniny można wydostać się na wyższy poziom.

Zobacz także
  • Mecz Raków Częstochowa - Stal Mielec 1:2 Na Podkarpaciu rządzi Stal Mielec
  • Stal Rzeszów - Lublinianka Lublin 3:0 Stal Rzeszów wygrała, ale wciąż ma trzy punkty straty do Motoru Lublin
  • Stal Rzeszów - Lublinianka Lublin 3:0 Stal Rzeszów nie dała szans Lubliniance Lublin [BRAMKI]
  • 2
Komentarze (1)
Zaloguj się
  • repres1

    Oceniono 5 razy 5

    Artykuł o niczym, czyli "Budżecie, daj 1,5 mln zł".
    Można dać i 5.000.000. Tylko po co?
    Jako podatnik nie chcę, żeby za moje pieniądze ganiały się po Rzeszowie dwie zakapturzone bandy. Dopóki piłka w Rzeszowie dołuje, można w miarę spokojnie wrócić do domu z meczu siatkarskiego (Resovia) czy żużlowego (Stal).
    Dopóki w Rzeszowie istnieją 2 kluby piłkarskie, nie będzie tu większej (choćby odrobinkę) piłki. W latach osiemdziesiątych Stal i Resovia grywały w czubie II ligi. Można było iść na derby i bezpiecznie wrócić. Można było chodzić w barwach klubowych po Rzeszowie i nikt się nikogo nie czepiał. Można było się wzajemnie szanować. Byliśmy dla siebie przeciwnikami, ale nie byliśmy wrogami. Dziś szkoły zakazują dzieciom noszenia jakichkolwiek symboli klubowych. Skąd zatem wziąć 10.000 straceńców, gotowych zapełnić piłkarski stadion?
    10.000 widzów razy 10 zł za bilet to 100.000 zł przychodu z każdego meczu. 10.000 widzów jak na Rzeszów to niewiele. Można tę ilość zgromadzić. Jak to zrobić?
    Gdzie zaparkować? Bo jazda komunikacją miejską w barwach klubowych to sport ekstremalny. Dłuższych spacerów też nie polecam.
    Kibiców piłkarskich bardziej łączy nienawiść do innych niż miłość do swojego klubu.
    Jeden z rzeszowskich klubów musi zbankrutować i odejść w nicość. Dopiero wtedy można będzie cokolwiek zrobić.
    Który klub powinien zbankrutować a który należy wesprzeć pieniędzmi z budżetu? Redaktorze, trochę odwagi. Czekam na propozycję. A po jej upublicznieniu, życzę dużo szczęścia i zdrowia. Się przyda.
    Nienawiść dzieli społeczeństwo w wielu dziedzinach. Kolejny pretekst do nienawiści nie jest Rzeszowowi potrzebny.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX