"Afera biletowa" pogrąży Kazimierza Grenia?

Kazimierz Greń, jeden z kluczowych graczy, nie tylko w zarządzie, ale i całym Polskim Związku Piłki Nożnej, może niebawem zostać zdyskwalifikowany na 10 lat. We wtorek Komisja Dyscyplinarna PZPN nieprawomocnie surowo ukarała prezesa Podkarpackiego ZPN. Kara ma związek z tzw. aferą biletową w Dublinie


Prezes Podkarpackiego ZPN i członek zarządu PZPN Kazimierz Greń we wtorek, ze względu na złe samopoczucie, nie stawił się na posiedzeniu Komisji Dyscyplinarnej PZPN, która ogłosiła werdykt. Ten może okazać się gwoździem do trumny dla podkarpackiego barona. Zdaniem komisji Greń 29 marca sprzedawał pod stadionem AVIVA w Dublinie bilety na mecz eliminacyjny mistrzostw Europy, Irlandia - Polska. Co więcej, sprzedawał wejściówki "za cenę przewyższającą równowartość ich ceny nominalnej". Jak czytamy w komunikacie, działanie Grenia było "wbrew obowiązującym w Polskim Związku Piłki Nożnej zasadom etyczno-moralnym". Członkowie komisji oparli się na treściach zebranych dokumentów, zeznaniach świadków i wyjaśnieniach prezesa Podkarpackiego ZPN. Zabrakło dokumentów z rozprawy w Dublinie, na której działacz przyznał się do winy. Na wydanie tych dokumentów zgody nie wyraził pełnomocnik Grenia.

Informacje te z pewnością wiele by wyjaśniły. Dlaczego więc Greń, który twierdzi, że jest niewinny, nie chciał, aby informacje zawarte w aktach sprawy trafiły do komisji PZPN? Na to i na inne pytania ukarany przez komisję nieprawomocnym orzeczeniem działacz z Podkarpacia "Wyborczej" nie chciał powiedzieć. Greń nie odbiera telefonów. Od wybuchu słynnej już "afery biletowej" zwołał tylko konferencję prasową w Warszawie, podczas której tłumaczył się z tego, co robił na jednej z prywatnych posesji pod stadionem w Dublinie. Na pytania dziennikarzy nie chciał jednak odpowiadać. - Nie pojechałem tam w celach zarobkowych. Z powodów mi nieznanych zatrzymano mi 12 biletów, które miałem dla przyjaciół z Polski. Niektórzy piszą, że zarobiłem tam pieniądze. To brednie i kłamstwa. Czy stałem z biletami w ręce i ktoś mnie złapał przy transakcji? - pytał Greń, który z torby wyciągnął również ubranie. To, które rzekomo miał na sobie w trakcie zatrzymania przez irlandzką policję. - Policja znalazła przy mnie 840 funtów. To były pieniądze na pamiątki. Gdzie zatem kilka tysięcy euro, które niby miałem za sprzedaż biletów? Ludzie płacili mi podobno w złotówkach, gdzie więc są te moje złotówki? - dodawał.

Czy "afera biletowa" pogrąży Grenia, przekonamy się niebawem. W ciągu tygodnia szef Podkarpackiego ZPN ma otrzymać uzasadnienie orzeczenia Komisji Dyscyplinarnej. Później będzie miał siedem dni na odwołanie się od werdyktu. Jeśli wyrok się uprawomocni, to przez 10 lat Greń będzie miał zakaz sprawowania jakiejkolwiek funkcji w strukturach PZPN.

W Podkarpackim ZPN na razie cisza. Ani sekretarz Edward Chmura, ani wiceprezes Marek Hławko w środę nie chcieli na ten temat się wypowiadać. Hławko zapytany, czy w przypadku uprawomocnienia wyroku Greń straci fotel prezesa Podkarpackiego ZPN, odpowiedział jedynie. - Poczekajmy. Na pewno jest procedura odwoławcza. Na razie to przekaz medialny - powiedział wiceprezes i odłożył słuchawkę.

Kazimierz Greń to kontrowersyjna postać w polskiej piłce. Jedni go chwalą, drudzy z niego szydzą. To skuteczny działacz, który w 2008 roku zorganizował kampanię wyborczą, a następnie "wsadził" na fotel prezesa PZPN Grzegorza Lato. Niedługo potem Greń był już w opozycji. W 2009 roku podjął nawet, jak się później okazało, nieudaną próbę obalenia rządów Laty. Podobnie było podczas ostatnich wyborów, gdy głównie za sprawą podkarpackiego barona na szefa centrali został wybrany Zbigniew Boniek. Po ogłoszeniu wyników Greń nie krył radości. Teraz natomiast wytyka Bońkowi, że ten źle zarządza związkiem.

Do wybuchu "afery biletowej" nie stronił od mediów. Pojawiał się w nich często, nie bał się poruszać trudnych, często niewygodnych tematów. Ostatnio 52-letni szef Podkarpackiego ZPN unika jednak dziennikarzy.