Sport.pl

Brąz mistrzostw świata dla Li Qian. Chińska para była za mocna

Li Qian, zawodniczka KTS-u SPAR-Zamek Tarnobrzeg, oraz holenderka Li Jie uległy w półfinale mistrzostw świata w Suzhou 0:4 chińskiej parze Li Xiaoxia i Ding Ning, ale zdobyły jedyny medal dla Europy. I pierwszy w historii dla polskiego żeńskiego tenisa stołowego.

Chcesz wiedzieć wszystko o sporcie na Podkarpaciu? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



- Zbyszek, to byłby pierwszy medal dla Holandii. Jeszcze siedem, sześć, pięć... - w ćwierćfinale odliczała na ławce trenerskiej Elena Timina do szkoleniowca Li Qian Zbigniewa Nęcka. A przed ostatnią, zwycięską akcją mocno uścisnęła jego dłoń, po czym obydwoje utonęli w objęciach. - Elena wykonała doskonałą pracę przed tym spotkaniem i opracowała ciekawą taktykę, która sprawdziła się znakomicie. Dziewczyny grały od początku bardzo rozsądnie i nastawiły się na spokojną, cierpliwą pracę - relacjonował Zbigniew Nęcek pojedynek z Hu Melek z Turcji i Shen Yanfei z Hiszpanii.

Mecz półfinałowy z Li Xiaoxia i Ding Ning był jednak dla Li Qian i Li Jie jak dla gimnazjalistów egzamin na uniwersytecie. Obie reprezentantki Chin potwierdziły dominację na tym turnieju i polsko-holenderskiej parze nie dały szans, tak samo jak wcześniejszym czterem parom. Chiński debel w Suzhou nie przegrał dotąd ani seta i w półfinałowym starciu z Qian i Jie od początku dominował przy stole. Zwłaszcza ataki Li Xiaoxia były nie do zatrzymania i to ona zdjęła odpowiedzialność za wynik z barków kontuzjowanej w finale singla Ding. Co prawda kilkakrotnie Li Qian i Li Jie bardzo ładnie kontrowały, ale te pojedyncze akcje nie mogły wpłynąć na końcowy rezultat.

- Z racji poziomu tej chińskiej pary pojedynek był praktycznie niemożliwy do wygrania, ale uważam, że dziewczyny mogły lepiej funkcjonować w grze defensywnej, a to spowodowałoby, że sety byłyby bardziej wyrównane - mówi trener tarnobrzeżanki Zbigniew Nęcek. Jednak szkoleniowcy brązowej pary i tak nie będą źle wspominać tych mistrzostw świata. - Ta wysoka porażka nie może zepsuć radości z pierwszego medalu w historii polskiego żeńskiego tenisa stołowego. Nasza współpraca układa się na tyle dobrze, że zaplanowaliśmy już kilka kolejnych startów, w tym mistrzostwa Europy w Jekaterynburgu - dodaje trener KTS-u.

- W półfinale grało się nam bardzo trudno, przez dwa sety nie mogłyśmy znaleźć swojego tempa. Ich topspiny były bardzo dobre jakościowo - leciały w dobre miejsca i z dużą rotacją, nie mogłyśmy się na początku przyzwyczaić - wyjaśnia Li Qian i jeszcze dorzuca, że tak potrafią grać tylko one. - To jest nienormalny poziom - żartuje Qian. Li Jie dodaje, że kiedy pokonały Hirano i Ito, zdały sobie sprawę, że mogą dojść daleko w tym turnieju. - Potem pokonałyśmy Kim Hye Song i Kim Jong z Korei Północnej, a w ćwierćfinale Hu Melek i Shen Yanfei i stało się - kończy Jie.

Niewątpliwie 30 kwietnia był najlepszym jak dotąd dniem dla holenderskiej federacji i polskiego żeńskiego tenisa stołowego, zwłaszcza Oranje promienieje szczęściem, gdyż jeszcze nigdy żaden reprezentant tego kraju nie zdobył medalu mistrzostw świata. W Polsce tylko mężczyźni stawali na podium - brązowy medal w singlu wywalczył Andrzej Grubba i drużyna, a srebrny w grze podwójnej Leszek Kucharski.



Więcej o: