Sport.pl

Obrońca Stalówki po meczu ze Śląskiem: Pozostał niedosyt. Zabrakło szczęścia

- Po takiej walce trudno jest przegrywać, szczególnie kiedy traci się gola w końcówce - mówił po porażce ze Śląskiem Wrocław 0:1 w 1/8 finału Pucharu Polski Przemysław Żmuda, obrońca Stali Stalowa Wola. Hutnicy odpadli z pucharowych rozgrywek.

Chcesz wiedzieć wszystko o piłce nożnej na Podkarpaciu? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Piłkarze Stali Stalowa Wola znów musieli uznać wyższość Śląska Wrocław. W poprzednim sezonie hutnicy w 1/16 finału Pucharu Polski ulegli na własnym stadionie tej drużynie po dogrywce 1:3. We wtorek trzeci aktualnie zespół T-Mobile Ekstraklasy wygrał w Stalowej Woli 1:0 i awansował do ćwierćfinału Pucharu Polski. Gola na wagę awansu w 87. minucie zdobył wprowadzony w drugiej połowie Hiszpan Juan Calaharro. Bramka wywołała jednak sporo kontrowersji. Na pozycji spalonej przy strzale Calaharro był Flavio Paixao, który absorbował uwagę bramkarza Tomasza Wietechy na linii bramkowej.

Była to jedna z kilku kontrowersyjnych decyzji, jaką w tym meczu podjął arbiter Marcin Szczerbowicz z Olsztyna. Sędzia w 74. minucie odgwizdał problematyczny rzut karny dla gości. "Jedenastki" nie wykorzystał jednak Sebastian Mila.

Rozmowa z Przemysławem Żmudą:

Tomasz Błażejowski: Kończycie przygodę z Pucharem Polski na 1/8 finału. Znów lepszy okazał się Śląsk Wrocław. Znów straciliście bramkę w końcówce z tym zespołem.

Przemysław Żmuda (obrońca Stali Stalowa Wola): Rzeczywiście znów było blisko niespodzianki. Zostawiliśmy na boisku dużo zdrowia. Gdybyśmy awansowali dalej, to na pewno sprawilibyśmy sporo frajdy kibicom i sobie. W dodatku mecz transmitowany był w telewizji. Była to dobra okazja do pokazania się. Niestety nie udało się, ale nie ma też co się załamywać. Myślę, że nie pokazaliśmy się ze złej strony, a wręcz przeciwnie.

To spotkanie tak miało wyglądać: Śląsk cały czas pod grą, wy mieliście przerywać akcje i szukać okazji do kontr.

- Innego scenariusza nie mogliśmy się spodziewać. Z Lechią Gdańsk [wygrana 2:1 w poprzedniej rundzie - przyp. red.] było podobnie. Z tym że przeciwko Lechii taka taktyka okazała się skuteczna. W meczu ze Śląskiem już nie. Zabrakło nam trochę szczęścia. Graliśmy przez pół godziny w "dziesiątkę". Nie będę ukrywał, że brakło pod koniec trochę sił. Niedosyt pozostał, bo po takiej walce trudno jest przegrywać, szczególnie kiedy traci się gola w końcówce. Gratuluję Śląskowi zwycięstwa.

Sporo kontrowersji wzbudził rzut karny podyktowany po faulu Michała Czarnego. Sędzia podjął słuszną decyzję?

- Trudno tak z boiska było ocenić, czy była "jedenastka" czy nie. Wydaje mi się, że Michał wygrał pozycję z Rafałem Grodzickim. Obaj "poszli" nakładką. Może trochę było słychać na boisku, ale to była normalna sytuacja. Dziewięć na dziesięć takich sytuacji sędziowie nie gwiżdżą. Było inaczej i całe szczęście, że Tomek Wietecha znów wybronił rzut karny.

Gol w końcówce dla Śląska również kontrowersyjny. Sędzia powinien odgwizdać pozycję spaloną?

- Mam nadzieję, że nie było tam błędu sędziego. Teraz to już jednak mało ważne. Arbiter uznał bramkę i jest po meczu. Kończymy przygodę w Pucharze Polski.

I trzeba pozbierać się na piątek. Po dwóch z rzędu porażkach czeka was mecz z Legionovią Legionowo.

- Przed meczem ze Śląskiem mówiliśmy, że liga jest dla nas ważniejsza. Chcieliśmy awansować i każdy chciał się pokazać w Pucharze Polski, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że o awans do kolejnej rundy będzie trudno. W piątek mamy okazję odrobić to, co straciliśmy w meczu ze Stalą Mielec [porażka 0:2 - przyp. red.], i po części też zrehabilitować się za porażkę ze Śląskiem. Z Mielcem to był wypadek przy pracy. Ze Śląskiem walczyliśmy na tyle, na ile mogliśmy. W piątek liczy się tylko zwycięstwo.



Więcej o:
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]
 
  • Joanna Jędrzejczyk usunęła Joanna Jędrzejczyk usunęła "sępy". "Menedżer ukradł mi pieniądze, rozstałam się z narzeczonym"