Sport.pl

Sensacja w Stalowej Woli. Stalówka wyeliminowała Lechię Gdańsk z Pucharu Polski!

Po Lechu Poznań i Cracovii, które w Pucharze Polski we wcześniejszych latach przegrywały w Stalowej Woli, przyszła pora na Lechię Gdańsk. Ekstraklasowicz w środę musiał uznać wyższość drugoligowej Stalówki, której uległ 1:2.

Chcesz wiedzieć wszystko o piłce nożnej na Podkarpaciu? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



- Mecz z Lechią Gdańsk to dla nas "wisienka na torcie" - mówił przed środowym starciem w ramach 1/16 Pucharu Polski napastnik Stali Stalowa Wola Łukasz Sekulski. Hutnicy, choć nie byli faworytem, nie przestraszyli się wyżej notowanego rywala. Z dziesiątym aktualnie zespołem T-Mobile Ekstraklasy, który przed sezonem zakontraktował kilku piłkarzy z "nazwiskami", Stal zagrała bez kompleksów. Jej gra mogła się podobać. Podopieczni Jaromira Wieprzęcia mądrze operowali piłką, nie popełniali większych błędów w obronie i groźnie kontratakowali. Goście natomiast, choć częściej mieli piłkę przy nodze, nie potrafili skutecznie przebić się przez szczelną defensywę miejscowych.

W pierwszej połowie Lechia nie zachwyciła. Kryzys w tym zespole widać było gołym okiem. Brak było pomysłu na rozegranie akcji. W środku pola niewidoczni byli Ariel Borysiuk i Stojan Vranjes. Po prawej stronie bezproduktywny był Bartłomiej Pawłowski, który jeszcze kilka miesięcy temu grał w hiszpańskiej Maladze. Jedynym zagrożeniem dla Stalówki był lewy skrzydłowy Piotr Grzelczak. Ten w 21. minucie mógł zaskoczyć Tomasza Wietechę strzałem głową, ale golkiper Stali wykazał się refleksem i sparował piłkę na rzut rożny.

Chwilę wcześniej na prowadzenie wyjść mogli gospodarze, ale Tomasz Płonka przestrzelił z kilku metrów po świetnym, prostopadłym podaniu Radosława Mikołajczaka. Było to pierwsze i jak się później okazało, ostatnie ostrzeżenie dla gdańskiej defensywy, która tego dnia nie prezentowała się pewnie. W 38. minucie po rzucie wolnym wykonywanym przez Mateusza Kantora piłka trafiła przed bramką do Dawida Kałata, a ten z kilku metrów pokonał Mateusza Bąka. W Stalowej Woli zapachniało więc sensacją, podobną do tej sprzed sezonu, kiedy hutnicy wyeliminowali na tym etapie rozgrywek innego ekstraklasowicza - Cracovię. Nie wspominając już o sezonie 2009/10. Wówczas przy Hutniczej poległ Lech Poznań, w którym grali wówczas Robert Lewandowski, Sławomir Peszko czy Mateusz Możdżeń. Ten ostatni w środę zawitał do Stalowej Woli już jako zawodnik gdańskiej Lechii.

Możdżeń i spółka pierwszej połowy do udanych nie zaliczyli. Podobnie zresztą jak drugiej odsłony. Siedem minut po przerwie fantastycznym uderzeniem z pola karnego w "okienko" popisał się Płonka i faworyt z Gdańska przegrywał już 0:2. Po tym ciosie goście, jak się później okazało, już się nie podnieśli. Wprawdzie po straconym drugim golu gdańszczanie jeszcze bardziej przycisnęli. Trener Tomasz Unton wprowadził nowych, ofensywnych zawodników (Makuszewski, Pietrowski, Aleksić), ale na niewiele te zmiany się zdały. Lechię stać było tylko na kontaktowe trafienie. W 77. minucie Wietechę z wysokości pola karnego pokonał najlepszy w szeregach gości w tym meczu Grzelczak. Ten sam zawodnik w końcówce spotkania mógł doprowadzić do dogrywki, ale jego strzał minął lewy słupek stalowowolskiej bramki. Wcześniej słupek ostemplowali Vranjes i Nikola Leković. I to wszystko, na co stać było zespół z Gdańska w tym spotkaniu. - Wiedziałem, że będzie to bardzo ciężki mecz. Puchar rządzi się swoimi prawami, wygrywa ten, kto strzeli więcej bramek. Gole straciliśmy po naszych błędach. Nasz zespół jest w dołku i tą porażką jeszcze bardziej się pogrążył - nie krył rozczarowania po porażce trener Lechii, który pogratulował zwycięstwa Stalówce.

- Dziękuję za gratulację. Jestem dumny z chłopaków. Dla takich chwil warto być trenerem - mówił z kolei opiekun Stali. - Zdawaliśmy sobie sprawę, że Lechia będzie chciała się zrehabilitować za niepowodzenia w lidze. Wiedzieliśmy, że będzie utrzymywać się przy piłce i prowadzić grę. Wiedzieliśmy, że mecz trwa 90 minut i będziemy mieć swoje okazje. Wykorzystaliśmy je i gramy dalej - dodał Wieprzęć.

Kolejnym rywalem Stali w Pucharze Polski będzie Śląsk Wrocław. Przed rokiem ten zespół dopiero po dogrywce wywalczył awans do 1/8, wygrywając ze Stalówką 3:1. Mecz ze Śląskiem odbędzie się 29 października.





STAL STALOWA WOLA2 (1)
LECHIA GDAŃSK1 (0)
Bramki: Kałat (38.), Płonka (52.) - Grzelczak (77.)

Stal: Wietecha - Wrona (70. Bartkiewicz), Czarny, Bogacz, Kantor - Mikołajczak Ż, Kałat, Żmuda Ż, Mistrzyk - Płonka (72. Łanucha Ż), Sekulski (77. Michałek).

Lechia: Bąk - Możdżeń Ż (78. Aleksić), Dźwigała, Janicki, Leković - Pawłowski (55. Makuszewski Ż), Borysiuk, Vranjes (72. Pietrowski), Wiśniewski, Grzelczak - Colak.



Więcej o: