Trener Resovii czuje niedosyt. "Powinniśmy się uderzyć w pierś"

- Stać nas naprawdę na wiele i nawet przy ciężkich spotkaniach nie powinniśmy aż tylu punktów zgubić - mówi Roman Borawski, trener trzecioligowej Resovii, która po 10. kolejkach jest wiceliderem tabeli grupy lubelsko-podkarpackiej.

Więcej o rzeszowskiej piłce nożnej na RZESZOW.SPORT.PL



Przed sezonem nikt w Resovii nie ukrywał, że celem zdegradowanej za brak licencji drużyny do III ligi będzie szybki powrót na szczebel rozgrywek centralnych. "Pasiakom" mimo licznych osłabień udało się skompletować całkiem niezły zespół, który pokazał już, że w grupie lubelsko-podkarpackiej będzie dzielił i rządzi. Nie da się ukryć, że podopieczni Romana Borawskiego poziomem odstają od rywali. Problem jednak w tym, że zbyt często, jak na tę ligę, zaliczają "wpadki" i gubią łatwe punkty. 21 oczek wywalczonych w dziesięciu spotkaniach złym wynikiem nie jest, ale nie do końca satysfakcjonuje on szkoleniowca. Na półmetku rundy jesiennejBorawski uważa, że zespół powinien uderzyć się w pierś, bo w kilku spotkaniach mógł zaprezentować się zdecydowanie lepiej.

Rozmowa z Romanem Borawskim

Tomasz Błażejowski: Za wami połowa rundy jesiennej. 21 punktów w 10. spotkaniach to dobry wynik?

Roman Borawski (trener Resovii): Nie do końca mnie on satysfakcjonuje. Na pewno nikt przed startem ligi nie robił sztucznego ciśnienia jeśli chodzi o wyśrubowany wynik. Sami jednak trochę w pierś powinniśmy się uderzyć. Nie możemy bowiem powielać błędów jakie nam się przytrafiały w kilku spotkaniach.

Poziom tej ligi pokazuje, że jeśli sami sobie krzywdy nie zrobicie to ciężko będzie wam przegrać mecz. Problem w tym, że na własne życzenie pogubiliście trochę punktów.

- Niestety tak jest. Zremisowaliśmy z Karptami Krosno [1:1 przyp. red.] czy Tomasovią Tomaszów Lubelski [2:2 - przyp. red.], gdzie z Karptami należało wynik dowieźć do końca. Z Tomasovią sprawa powinna być wyjaśniona już do przerwy. Nie wspomnę nawet o porażce w Jarosławiu [0:1 - przyp. red.]. Stać nas naprawdę na wiele i nawet przy ciężkich spotkaniach nie powinniśmy aż tylu punktów zgubić.

Brakuje koncentracji w obronie. To dziwi, bo przecież obrońcy Resovii prezentują piłkarsko wyższy poziom od rywali.

- Nie chcemy szukać asekuracji. Na pewno jednak jakaś dekoncentracja się wkrada. Wynika to z tego, że przez większość spotkań mieliśmy ogromną przewagę i wówczas łatwiej jest rywalom wyjść z kontratakiem. Doświadczyliśmy tego w końcówkach niektórych meczów, kiedy przydarzały się "gafy" w defensywie. Dzielę to jednak na cały zespół. Obrona zawalała, ale też mieliśmy mnóstwo okazji do strzelenia nie jednej czy dwóch bramek, ale dużo więcej.

No właśnie z tą skutecznością też nie jest za dobrze. 22 bramki strzelone, ale z drugiej strony mnóstwo niewykorzystanych okazji.

- I tutaj też pojawia się problem koncentracji. Gdyby zawodnicy byli bardzie skoncentrowani to goli na koncie mielibyśmy dużo więcej. A co za tym idzie nasz dorobek punktów byłby zdecydowanie lepszy. W drużynie szybko wkrada się samozadowolenie. Gdy mamy już wynik to odpuszczamy. Tak nie powinno być. Mecz należy grać do końca. To buduje formę i spojrzenie na zawodników.

Jeśli chodzi o piłkarzy. Pozytywnie jak na razie zaskoczył Dawid Cempa. Transfer na ostatnią chwilę okazał się trafiony. Nieźle radzi sobie Bartek Madeja. Nie mniej jednak kluczową postacią tego zespołu jest Mateusz Świechowski, który rządzi i dzieli w środku pola.

- Mateusz dojrzał po ubiegłym sezonie. Teraz jest jednym z zawodników, na którym opiera się gra zespołu. Widać u niego stabilizację formy. Można na tym zawodniku polegać. Daje dużo drużynie zarówno jeśli chodzi o defensywę jak i grę do przodu. Chciałbym, aby każdy piłkarz tak szybko dorastał piłkarsko i brał na siebie ciężar gry.

Zaskoczyła pana czymś liga. Objawieniem jak na razie jest zespół z Jarosławia.

- Na pewno tak. Patrzymy jednak na siebie. Nie chcę obwijać w bawełnę i mówić, że to mocna liga, bo każdy z rywali jest do ogrania. I tutaj powinien trochę zastanowić się Polski Związek Piłki Nożnej. Dziwię się, bo wydaje mi się, że najłatwiej jest zmienić nazewnictwo ligi, a nie poprawić poziom piłkarski w poszczególnych rozgrywkach. To tak jakbyśmy jechali wyboistą drogą i jedynie wbito by znak, że są wyboje. Droga dalej taka sama. Podobnie jak nasza liga czy choćby rozgrywki centralne w II lidze. Nie wiem czy w przyszłym sezonie ktoś sprosta im finansowo. Samorządy nie chcą za bardzo dawać pieniędzy. Co raz mniej jest też sponsorów prywatnych.

Niewykluczone, że właśnie Resovia będzie musiała sobie z tą sytuacją poradzić. Walczycie bowiem o awans.

- Każdy sobie tego życzy. Fajnie byłoby połączyć sukces sportowy ze stabilizacją finansową i organizacyjną. Z drugiej strony przy takich kosztach i wydatkach w II lidze może być to trudne. Ludzie, którzy chcą budować polską piłkę powinni czasem wejść w to środowisko i zobaczyć jak wszystko wygląda, a nie patrzeć tylko przez słoneczne okulary. Przykładowo jeśli drużyna z południa Polski jedzie do Elbląga a tam przychodzi na mecz 150 osób to trzeba się zastanowić po co takie spotkania rozgrywać i dla kogo.

Runda jesienna będzie wyznacznikiem, w którym kierunku podążał będzie wiosną klub?

- W przerwie zimowej będzie dużo czasu na przemyślenia. Na chwilę obecną jest wiele rzeczy do poprawy jeśli chodzi o naszą grę. Kibic też ma swoje żądania i powinniśmy mu zapewnić widowisko dobrą grą i wynikami. Na tym musimy się skoncentrować.