Sport.pl

W. Reiman o meczu ze Śląskiem: W pierwszej połowie mogliśmy załatwić sprawę

- A tak jak się nie wykorzystuje takich okazji, to się później przegrywa. W pierwszej połowie Śląsk grał niefrasobliwie i trzeba było go skarcić - powiedział po porażce ze Śląskiem Wrocław pomocnik Stali Stalowa Wola Wojciech Reiman.

Więcej o piłce nożnej na Podkarpaciu na RZESZOW.SPORT.PL



Zespół drugoligowej Stali Stalowa Wola przegrał w 1/16 finału Pucharu Polski ze Śląskiem Wrocław po dogrywce 1:3. Sensacja była jednak blisko, bo od 73. minuty hutnicy, po golu Michała Bogacza, prowadzili z faworyzowanym rywalem 1:0. Goście wyrównali cztery minuty przed końcem za sprawą Tomasza Hołoty. W dogrywce natomiast już nie pozostawili złudzeń miejscowym. Zdobyli dwie bramki (Marco Paixao i Jakub Więzik) i przypieczętowali awans do kolejnej rundy.

Rozmowa z Wojciechem Reimanem:

Tomasz Błażejowski: Znów mogliście sprawić niespodziankę. Po Cracovii byliście blisko wyeliminowania Śląska Wrocław. Zabrakło czterech minut.

Wojciech Reiman (pomocnik Stali Stalowa Wola): Nie da się ukryć, że było blisko. W pierwszej połowie mogliśmy załatwić sprawę. Mieliśmy cztery znakomite okazje. Dwie Tomka Płonki i dwie moje. Szczerze powiem, że pierwszy mój strzał był fatalny. Przy drugiej okazji myślałem, że bramkarz wyjdzie, a został na linii. Powinienem jednak to strzelić. Wówczas mielibyśmy wynik. A tak jak się nie wykorzystuje takich okazji, to się później przegrywa. W pierwszej połowie Śląsk grał niefrasobliwie i trzeba było go skarcić. W drugiej już widać było dojrzałą drużynę. Różnica klas była duża. Mimo wszystko daliśmy z siebie wszystko.

Skąd ta różnica w waszej grze? W Pucharze Polski prezentujecie naprawdę dobry poziom. W lidze jest już zdecydowanie gorzej.

- Różnica polega na tym, że w lidze gramy z równorzędnymi rywalami i często to my musimy prowadzić grę. Zespoły, które do nas przyjeżdżają, cofają się i czekają na kontry. Inaczej jest w pucharze. Taki Śląsk przyjechał atakować i to my mogliśmy kontrować. Z mocnymi rywalami nastawiamy się na defensywę i kontry i wówczas gra nam się lepiej. Nie ukrywam jednak, że w meczu z Wisłą Puławy [1:1 - przyp. red.] czy z Limanovią Limanowa [0:1 - red.] może wyników nie było, ale zagraliśmy nie najgorzej. Nasza gra zmierza w dobrym kierunku. Liczymy, że z Mielcem już się przełamiemy.

No właśnie. W środę mecz ze Stalą Mielec, a za wami sto dwadzieścia minut gry ze Śląskiem. Dacie radę?

- Na pewno nie spuchniemy. Jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu. Widać to było na tle dwóch ekstraklasowych zespołów. Fakt faktem druga połowa dogrywki ze Śląskiem była ciężka. Oddychaliśmy już rękawami. Pogoda też nas nie rozpieszczała. Śląsk lepiej to zniósł i lepiej od nas wyglądał w końcówce. Stąd też wygrał.

Trzy tysiące widzów na meczu ze Śląskiem. Przydałaby się taka frekwencja w środę?

- Na pewno tak. Fajnie się gra, gdy tyle osób dopinguje.

Przeciwnik jednak musi mieć klasę. Stalowowolska publiczność jest dosyć wybredna.

- Chyba tak jest. Jednak to trochę dziwne, bo chyba wszyscy kibicujemy Stalówce, a nie przeciwnikowi.

Więcej o: