Sport.pl

Sensacja była blisko. Męczarnie Śląska w Stalowej Woli. Stalówka odpadła z Pucharu Polski

Piłkarze drugoligowej Stali Stalowa Wola byli o krok o wyeliminowania z Pucharu Polski faworyzowanego Śląska Wrocławia. Podopieczni Pawła Wtorka po dobrym meczu ulegli jednak po dogrywce 1:3.

Więcej o piłce nożnej na Podkarpaciu na RZESZOW.SPORT.PL



Pojedynek ze Śląskiem Wrocław w 1/16 finału Pucharu Polski był w Stalowej Woli piłkarskim świętem. Nic więc dziwnego, że stadion przy ul. Hutniczej wypełnił się po brzegi. Święta nie chciał zepsuć też szkoleniowiec gości. Stanislav Levy do gry desygnował praktycznie najmocniejszy skład. Zabrakło jedynie reprezentantów Polski Przemysława Kazimierczaka i Waldemara Soboty, którzy po środowym meczu z Danią dostali wolne. W wyjściowej jedenastce Śląska pojawił się natomiast kapitan Sebastian Mila. Na lewym skrzydle karty rozdawać miał Albańczyk Sebio Plaku, a w ataku rządzić Marco Paixao.

Ku zaskoczeniu wielu wrocławianie nie rzucili się na rywali. Od początku spotkania widać było, że piłkarze Śląska w Stalowej Woli nie mają zamiaru zmęczyć się przed czwartkową konfrontacją w Lidze Europejskiej z FC Sevilla. Szansę więc zwietrzyła Stal, która po pierwszych czterdziestu pięciu minutach powinna prowadzić przynajmniej różnicą dwóch bramek. Dwie doskonałe okazje w pierwszym kwadransie zmarnował Tomasz Płonka. Napastnik hutników, który zastąpił kontuzjowanego Wojciecha Fabianowskiego, dwukrotnie stanął oko w oko z Rafałem Gikiewiczem i dwukrotnie uderzył w golkipera Śląska.

Niewykorzystane okazje szybko mogły zemścić się na miejscowych. Po rzucie rożnym bitym przez Milę do piłki doskoczył Plaku, ale uderzył minimalnie niecelnie. W odpowiedzi z dystansu huknął Radosław Mikołajczak. Piłka jednak przeszła nad poprzeczką.

Szczęścia nie miał też Wojciech Reiman. Tuż przed przerwą pomocnik mógł wyprowadzić gospodarzy na prowadzenie lecz z dwóch metrów... nie trafił w bramkę. Po drugiej stronie blisko gola byli Mila, a następnie Plaku. Ten pierwszy najpierw próbował wrzucić futbolówkę "za kołnierz" Tomaszowi Wietesze, ale trafił jedynie w poprzeczkę. Dobitkę Plaku z kilku metrów znakomicie natomiast wybronił golkiper Stalówki.

Zapachniało sensacją

Po zmianie stron Śląsk podkręcił tempo i od razu zrobiło się gorąco pod stalowowolską bramką. Tam jednak brylował Wietecha. Popularny Balon po raz kolejny udowodnił, że jest pewnym punktem stalowowolskiej defensywy. Gdyby nie on goście z Hutniczej wyjechali by nie z trzema, a z przynajmniej siedmioma golami.

Kunsztem bramkarskim Wietcha wykazał się m.in. w 54. minucie, kiedy znakomicie obronił "podcinkę" Paixao w sytuacji sam na sam. Niespełna kwadrans później w szesnastkę wpadł Plaku, który po przerwie przeniósł się na prawą stronę. Albańczyk uderzył jednak obok prawego słupka.

Kiedy wydawało się, że bramka dla Śląska jest tylko kwestią czasu, nieoczekiwanie na sensacyjne prowadzenie wyszli miejscowi. W 72. minucie stadion przy Hutniczej eksplodował z radości, po tym jak do bramki Gikiewicza głową trafił Michał Bogacz. W Stalowej Woli zapachniało więc sensacją jeszcze większą niż trzy tygodnie temu, kiedy podopieczni Pawła Wtorka wyeliminowali innego ekstraklasowicza - Cracovię (1:0).

Opadli z sił

Po stracie gola Śląsk od razu rzucił się do odrabiania strat. Trener Levy do gry desygnował drugiego napastnika Jakuba Więzika. Na placu gry pojawili się też Mateusz Cetnarski, a wcześniej Brazyliczyk Dudu. Goście przycisnęli i cztery minuty przed końcem wyrównali. Strzelcem bramki okazał się Tomasz Hołota, który wykorzystał wrzutkę Odeda Gavisha. Chwilę wcześniej nie popisał się natomiast arbiter. Warto dodać, że sędzia Wojciech Krztoń z Olsztyna był najsłabszym aktorem sobotniego widowiska. W 84. minucie hutnicy powinni mieć rzut karny, po tym jak uderzenie Damiana Judy jeden z obrońców Śląska zatrzymał ręką.

W końcówce meczu wrocławianie byli blisko zwycięskiego gola. Awans mógł zapewnić im Paixao, ale po raz kolejny górą w pojedynku z napastnikiem był świetnie tego dnia dysponowany Wietecha. Golkipera Stalówki nie mógł również pokonać Cetnarski. W dogrywce, w 98. minucie pomocnik Śląska skopiował bowiem wyczyn Paixao i z kilku metrów trafił wprost w Balona. Portugalczyk dopiął swego w 110. minucie. Wówczas Mila prostopadle zagrał do Cetnarskiego, ten wyłożył piłkę przed bramkę do wbiegającego Paixao, który dopełnił tylko formalności.

Gol dla Śląska podciął skrzydła gospodarzom, którzy wyraźnie opadli z sił. Do końca meczu zespół Wtorka tylko raz zagrozili bramce rywali. W 112. minucie po zagraniu z rzutu wolnego Łanuchy zza pola karnego huknął Reiman i tylko dobra postawa Gikiewicza uchroniła wrocławian od remisu.

W końcówce natomiast przyjezdni dobili hutników. Wynik spotkania ustalił Więzik, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki i przypieczętował awans Śląska do kolejnej rundy Pucharu Polski.



STAL STALOWA WOLA1 (0)
ŚLĄSK WROCŁAWdogr. 3 (0)
Bramki: Bogacz (72.) - Hołota (85.), Paixao (110.), Więzik (118.)

Stal: Wietecha - Bartkiewicz, Czarny, Bogacz Ż, Kantor (90. Majowicz) - Mikołajczak, Argasiński, Reiman, Łanucha, Sikorski (66. Cebula Ż)- Płonka (46. Juda).

Śląsk: Gikiewicz - Ostrowski (82. Cetnarski), Gavish, Pawelec, Spahić (59. Dudu) - Stefanović (76. Więzik), Hołota, Patejuk, Mila, Plaku Ż - Paixao.

Widzów: 3 tys.

Więcej o: