Złoty sezon rzeszowskiej siatkówki. Trzy medale młodej Asseco Resovii

Dwa złote medale mistrzostw Polski i jeden srebrny to tegoroczny dorobek rzeszowskiego AKS-u Rzeszów, czyli siatkarskiego zaplecza Asseco Resovii. Młodzi siatkarze zdominowali rozgrywki w kraju, idąc w ślady starszych kolegów
- Srebrny medal juniorów, złoty młodzików i kadetów to ewenement w skali kraju. Rzadko się zdarza, by jeden klub tak zdominował wszystkie cykle rozgrywkowe - podsumował dokonania rzeszowskiego AKS-u Rzeszów trener Artur Łoza.

- Dla naszej szkoły tegoroczne osiągnięcia są wielkim sukcesem i ogromnym powodem do dumy - mówi z kolei Wojciech Wilk, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2 w Rzeszowie, gdzie w klasach sportowych uczą się mistrzowie i wicemistrzowie Polski. - Sukcesy są efektem ciężkiej pracy uczniów i trenerów, ale również całego systemu szkolenia, który rozpoczyna się już od najmłodszych lat. To systematyczna praca i zaangażowanie młodzieży, trenerów, rodziców oraz szkoły. Wszystko zostało tak zorganizowane, aby ta pasja sportowa, którą ci młodzi ludzie posiadają, rozwijała się równolegle z nauką - dodaje dyrektor.

Zaczęli juniorzy

Worek z medalami w tym sezonie rozwiązali juniorzy. Pod koniec lutego w Leżajsku podopieczni trenera Jerzego Wietechy rozpoczęli walkę o mistrzostwo Polski. Przez turniej finałowy przeszli jak burza, nie ponosząc żadnej porażki. Dopiero w finale, kiedy na ich drodze po raz drugi stanęła drużyna Norwidu Częstochowa, musieli uznać wyższość rywala. - W finale zabrakło skutecznej zagrywki, nie sprawiliśmy w tym elemencie częstochowianom większego problemu. To zaważyło na wyniku - tłumaczył po finałach trener Wietecha. Głosy obserwatorów były jednak zgodne, że w finale zagrały dwie najlepsze drużyny sezonu, a o zwycięstwie zadecydowała dyspozycja dnia.

"Tylko" czwarte miejsce

W kwietniu przyszedł czas na decydujące pojedynki w Młodej Lidze, gdzie grają młodzieżowe zespoły klubów z PlusLigi. Półfinałowe mecze z późniejszym zwycięzcą rozgrywek Treflem Gdańsk stały na bardzo wysokim poziomie. U siebie rzeszowianie przegrali 1:3 i w Gdańsku musieli odrabiać straty. Udało się wyrównać stan rywalizacji, ale trzeci decydujący mecz wygrali gospodarze. Rzeszowianom na otarcie łez pozostała walka o brązowy medal.

Na drodze stanęła Zaksa Kędzierzyn-Koźle, która pragnęła rewanżu za finał PlusLigi. Rewanż się udał i rywale cieszyli się z brązowych krążków. - Jestem pod wrażeniem gry obu zespołów - mówił po trzecim spotkaniu były selekcjoner reprezentacji Polski Waldemar Wspaniały. - Tak naprawdę obie drużyny zasłużyły na brązowe medale, ale życie jest brutalne i tylko jedni mogą je otrzymać. Wielki szacunek dla chłopaków za postawę w tej rywalizacji - dodał.

- Szkoda chłopaków, ale mają silne charaktery i za dwa, trzy lata będą prezentować naprawdę wysoki poziom. Jesteśmy zespołem młodszym od Zaksy, ale prezentujemy się lepiej i w przyszłości to na pewno zaowocuje - mówił później trener Wietecha.

Złoty dublet

W maju przyszedł czas na finały młodzików i kadetów. Dla młodszych reprezentantów rzeszowskiego AKS-u droga do finału jak się okazało, nie była trudna. W turniejach ćwierćfinałowych i półfinałowych młodzicy wyraźnie zdominowali swoje grupy, wygrywając sześć spotkań bez straty seta. Dopiero w rundzie finałowej na przeszkodzie stanęła im drużyna Kangur Nowy Tomyśl, która w pierwszym meczu grupowym pokonała podopiecznych trenera Grzegorza Wisza 2:0. Jednak kolejne dwa pojedynki rzeszowianie rozstrzygnęli na swoją korzyść i pomimo słabego początku do półfinału awansowali z pierwszego miejsca.

O medale walka toczyła się już w tie-breakach, ale zarówno w półfinale, jak i w finale rzeszowski AKS pokazał rywalom, że w tym roku to on jest bezsprzecznie najlepszą drużyną w tej kategorii wiekowej.

Drużyną, która miała patent na decydujące sety, byli też kadeci z Rzeszowa. W turnieju finałowym w Proszowicach AKS wygrał aż cztery spotkania na pięć rozegranych, właśnie po tie-breakach. - Zebrała się fajna grupa ludzi, która miała wspólny cel. Nie przejmowała się tym, że przegrywa, bo wiedziała, że mecz trwa do ostatniej piłki - wspomina trener kadetów Artur Łoza. - Wygrać cztery tie-breaki na turnieju pięciomeczowym jest rzeczą naprawdę bardzo miłą, którą się będzie wspominało latami. Chłopcy sobie sami wypracowali to, że wychodząc na piątego seta się nie stresują, bo trzeba przyznać, im trudniej na treningach, tym łatwiej w meczu - dodał trener.

Zima mogła zabrać wszystko

Zanim jednak kadeci sięgnęli po złoto, byli bliscy odpadnięcia już w turnieju ćwierćfinałowym. W drodze na ten przeszkodziła im... zima. Drużyna trenera Łozy przez jej nagły atak spóźniła się na swój pierwszy mecz. Podczas gdy w Rzeszowie w tym samym czasie drużyna z Młodej Ligi czekała na rywala ponad trzy godziny, w Jastrzębiu przeciwnik AKS-u, Huragan Wołomin nie chciał czekać. Rzeszowianie przegrali walkowerem.

Półfinał znacznie się oddalił, ale pozostały do wygrania jeszcze dwa pojedynki, w których rzeszowscy kadeci potwierdzili dobrą dyspozycję. Co ciekawe, w decydującym o awansie do dalszej gry pojedynku spotkali się właśnie z Jastrzębskim Węglem, z którym potem walczyli o złoty medal. W ćwierćfinale rzeszowianie też wygrali 3:2 i obie ekipy awansowały.

Żadnego przypadku

- Te sukcesy nie są kwestią przypadku. Nagrody indywidualne potwierdzają, że w tych młodych chłopcach drzemią spore umiejętności - mówi trener Łoza, zwracając uwagę na wyróżnienie indywidualne, które zbierali młodzi rzeszowianie. W poszczególnych turniejach wyróżnieni zostali - Mateusz Twaróg jako najlepiej broniący (junior), Marcin Kania jako najlepiej blokujący i Marcin Komenda jako najlepiej zagrywający (obaj kadeci). Nagrodę dla najlepszego siatkarza finałowych turniejów otrzymali Mateusz Jóźwik wśród kadetów oraz Jan Pyrsak wśród młodzików.

- Staramy się pracować z jak największą grupą ludzi, aby ta piramida patrząc na poszczególne roczniki, miała zachowane proporcje. Wielu ludzi jest zaangażowanych i wielu ludzi współpracuje ze sobą, a nie rywalizuje, patrząc od strony szkoleniowej. Jeśli co roku będziemy mieć takich kandydatów do gry, to o przyszłość rzeszowskiej siatkówki możemy być spokojni - zapewnił trener Łoza.