Sport.pl

Mamy mistrzynię Europy kadetek! Będzie nowe "złotko"?

Przebojem wdarła się do reprezentacji Polski kadetek w piłce siatkowej, nie będąc uczennicą sosnowieckiego SMS-u. Z kadrą pojechała na mistrzostwa Europy do Czarnogóry, gdzie Polki wywalczyły złote medale. A Ola Kazała miała niemały wkład w ten sukces.

Więcej o sporcie na Podkarpaciu na RZESZOW.SPORT.PL



Ma 17 lat i 180 cm wzrostu. W ataku zasięg 310 cm, w bloku 292. W siatkówkę gra od ósmego roku życia, a teraz osiągnęła życiowy sukces. Pochodząca z Dębicy Aleksandra Kazała zdobyła właśnie w reprezentacją Polski kadetek mistrzostwo Europy, wygrywając w finale imprezy z Włoszkami 3:2, choć rywalki prowadziły już 2:0.

Jeszcze dwa lata temu reprezentacja Polski była tylko marzeniem Oli. W 2011 roku pojechała na konsultację kadry do Cetniewa. Później były kolejne "testy", aż pod koniec minionego roku młoda dębiczanka pojechała na zgrupowanie przed kwalifikacjami do mistrzostw Europy do Szczyrku, gdzie zagrała kilka sparingów i... dostała powołania na kwalifikacje w Łucku.

Tam pojechała jako rezerwowa, debiutantka, jedyna dziewczyna spoza SMS-u Sosnowiec. Tam Polki rozbiły rywalki, a w ostatnim pojedynku z Ukrainą Ola wyszła w pierwszym składzie i zdobyła 14 punktów.

Z zespołu do zespołu, z meczu na mecz

Nasza reprezentantka Polski to niezwykle zapracowana dziewczyna. Gra w II lidze w zespole MKS V LO San-Pajda Łańcut, opartego na zawodniczkach MKS-u V LO Rzeszów, do tego walczy także w juniorkach i kadetkach. - W okresie zgrupowań Ola z jednego turnieju jechała na drugi. Najpierw grała ćwierćfinał kadetek w Jarosławiu, później zgrupowanie w Szczyrku, a stamtąd znowu do Świdnicy na półfinał mistrzostw Polski juniorek i powrót do Szczyrku - relacjonuje Michał Kazała, brat Oli, która zaczynała swoją przygodę z siatkówką w wieku 8 lat w klubie UKS Olimp Dębica pod okiem trenera Tomasza Marszałka.

Szybko zaczęła grać ze starszymi dziewczętami. Równie szybko zwróciła na siebie uwagę trenerów Zbigniewa Barszcza i Andrzeja Szeteli z MKS-u V LO Rzeszów. Rodzice puścili ją do Rzeszowa jednak dopiero do gimnazjum sportowego. - Jak była w pierwszej klasie, mieszkała w Dębicy i z tatą dwa lub trzy razy w tygodniu jeździła na treningi. Do tego w weekendy na mecze. Dopiero od drugiej klasy zaczęła mieszkać w internacie - wspomina brat Oli.

Ucząc się w sportowym gimnazjum, dębiczanka szybko zdobywała siatkarskie szlify. Jeszcze jako młodziczka grała z powodzeniem w drugiej lidze. A do tego w rozgrywkach młodziczek, kadetek i juniorek. W poprzednim sezonie wraz z koleżankami zdobyła brązowy medal mistrzostw Polski juniorek. Obecnie uczy się w pierwszej klasie liceum sportowego w Rzeszowie.

"Czy to wam wystarczy?"

Mistrzostwa Europy Ola rozpoczęła w wyjściowym składzie w meczu ze Słowenią. W trakcie spotkania wylądowała jednak na ławce, by wrócić na boisku w tie-breaku, odmieniając jego losy. Polki przegrywały bowiem 3:6, ale Ola najpierw zdobyła dwa punkty atakiem, później dołożyła dwa asy i trzy trudne zagrywki. Biało-czerwone wygrały 3:2.

Później przyszedł mecz z Włoszkami, gdzie Aleksandra Kazała znów rozpoczęła w wyjściowej szóstce. W całym meczu zdobyła 13 punktów, ale Polki przegrały 2:3.

W kolejnych spotkaniach dębiczanka grała na zmianę, raz z ławki, raz od początku. - Niestety, w spotkaniu z Czeszkami przy jednym przyjęciu piłka przeleciała jej przez palce i wybiła boleśnie środkowy i serdeczny. Chwilę później musiała dostać zmianę - mówi Michał Kazała. Polki przegrały, ale awansowały do półfinału, gdzie zmierzyły się z Turczynkami. - Przed meczem trener Grzegorz Kosatka zapytał się dziewczyn: "Czy wam to wystarczy?". Podobno się tylko uśmiechnęły. Po meczu, gdy wygrały, zapytał o to samo - dodaje Michał Kazała.

Okazało się, że Polkom to nie wystarczyło. W finale z Włoszkami przegrywały już 0:2, a rywalki miały piłki meczowe. Udało się doprowadzić do tie-breaka, a w tym znów bliżej były Włoszki. Ostatecznie jednak biało-czerwone wygrały 18:16 i wywalczyły mistrzostwo Europy.

Ola Kazała w finale pojawiła się na boisku tylko w piątym, decydującym secie. Zmieniła koleżankę na zagrywce i dwukrotnie utrudniła przyjęcie Włoszkom. A po meczu mogła stanąć na najwyższym stopniu podium i odebrać złoty medal.