Sport.pl

Trener Stali Rzeszów po remisie z Olimpią: Punkt należy szanować

Bezbramkowym remisem zakończyło się spotkanie Stali Rzeszów w Elblągu z miejscową Olimpią. Mieszane odczucia po meczu miał Robert Kasperczyk, dla którego był to debiut w roli szkoleniowca biało-niebieskich w pojedynku o punkty.

Więcej o rzeszowskiej piłce nożnej na RZESZOW.SPORT.PL



- Mam trochę ambiwalentne odczucia, bo do Elbląga jechaliśmy w mocno okrojonym składzie. Przebieg meczu jednak tego nie odzwierciedlał. Szczególnie w pierwszej połowie, w której byliśmy zespołem zdecydowanie lepszym - skomentował na gorąco Robert Kasperczyk, szkoleniowiec Stali Rzeszów.

Biało-niebiescy w pierwszych czterdziestu pięciu minutach mogli pokusić się o co najmniej dwie bramki. Dobre okazje zmarnowali jednak Ernest Szela i Łukasz Krzysztoń. Tuż przed przerwą z kolei trafienie samobójcze mógł zaliczyć obrońca Olimpii Oleg Ichim.

Druga połowa to zdaniem Kasperczyka teatr jednego aktora - sędziego. - Wymyślił kompromitujący rzut karny, który widział tylko on - nie krył poirytowania opiekun Stali. - Na szczęście Tomek [Wietecha - przyp. red.] obronił "jedenastkę" i sprawiedliwości stało się zadość - dodał trener.

Arbiter Mariusz Korpalski w 62. minucie zdecydował, że Arkadiusz Baran faulował w polu karnym Piotra Kopyckiego. Według powtórek pomeczowych przewinienie obrońcy gości rzeczywiście było, ale metr przed "szesnastką". - Nawet zawodnicy Olimpii nie wiedzieli z jakiej przyczyny był gwizdek i "jedenastka" - kontynuował szkoleniowiec Stali, która od 65. minuty grała z przewagą jednego zawodnika (czerwona kartka dla Tomasza Lewandowskiego). - Wówczas Olimpia przestała grać, a tylko się broniła. Niestety nie byliśmy w stanie na tym boisku, które pod koniec meczu przypominało grzęzawisko, stworzyć sobie jakiejś klarownej okazji. Dlatego przyznam, że trzeba szanować ten punkt - zakończył Kasperczyk.

Więcej o: