Indywidualne Mistrzostwa Polski. Lewandowski w finale! Chmielowie z brązem!

Worek z medalami otworzył się dzisiaj. Z 81. indywidualnych mistrzostw Polski reprezentanci Podkarpacia przywiozą pięć medali. Na gwiazdę turnieju w Ostródzie wyrósł Tomasz Lewandowski z AZS SPAR Politechniki Rzeszów

Więcej o sporcie na Podkarpaciu na RZESZOW.SPORT.PL



Nie mają powodów do narzekań rzeszowianie. Po piątkowych niespodziankach w turnieju singlowym panów, gdzie w pierwszej rundzie odpadł między innymi Paweł Chmiel z Politechniki, sobota okazała się bardzo szczęśliwa. Największe zamieszanie wywołał jednak Tomasz Lewandowski, który w półfinale wyeliminował broniącego tytułu Wang Zeng Yi z Kolpingu Jarosław. Po fantastycznej grze oddał reprezentantowi Polski zaledwie seta. Dzisiejsza dyspozycja Wanga nie była najlepsza, ale to za sprawą perfekcyjnego serwisu i mądrej taktyki rzeszowianina. W jutrzejszym finale Lewandowski zmierzy się z kolejnym faworytem, Danielem Górakiem z Bogorii Grodzisk Mazowiecki. Rywal wydaje się być w niezwykle zmotywowany i skoncentrowany, ale i Lewandowski gra bardzo ekspresyjnie, dlatego sprawa złotego medalu wcale nie jest przesądzona.

Szanse na drugi złoty krążek dla Podkarpacia zachował Wang Zeng Yi w deblu. Zawodnik Jarosławia w parze z Patrykiem Chojnowskim z Ostródy wyeliminował w półfinale bliźniaków Pawła i Piotra Chmielów (Strzelec Frysztak). Jutro jednak zdobycie mistrzostwa Polski może być wyjątkowo trudne, gdyż staną naprzeciw bardzo zgranej parze Górak i Robert Floras.

Smutne chwile przeżywała za to Kinga Stefańska z Zamku Tarnobrzeg. Podopieczna Zbigniewa Nęcka powtórzyła wynik z ubiegłego sezonu i dotarła do ćwierćfinału. Tam uległa po niesamowicie zaciętym meczu Monice Pietkiewicz z Lidzbarka Warmińskiego 3:4. W siódmym secie cały czas prowadziła przeciwniczka, miała 10:8 i własny serwis. Tarnobrzeżanka jednak odrobiła straty i po chwili miała meczbola, ale Pietkiewicz doskonałą kontrą się wybroniła, a w następnej akcji odebrała serwis po siatce i Stefańska tylko bezradnie mogła popatrzeć na swojego trenera. - Od skrajnie różnego nastroju dzieliła nas jedna piłeczka. Szkoda mi Kingi, bo pięknie walczyła. Niestety, szczęście dziś było po drugiej stronie siatki - skomentował Zbigniew Nęcek.