Życzenia świąteczne składali w sześciu językach

Ślązaczka zje w czasie wigilii zupę rybną, Czeszka - bramborovy salat, a Ukrainki i Chinki będą świętować dopiero Nowy Rok. O czym przy wspólnym stole, wyjątkowo nie pingpongowym, rozmawiały tenisistki Zamku Tarnobrzeg ze swoimi trenerami?

Więcej o sporcie na Podkarpaciu na RZESZOW.SPORT.PL



- Mamy nowy zespół, cały czas pracujemy nad zgraniem. Chciałem w ten sposób zintegrować drużynę i udało się, bo po początkowym zdziwieniu dziewczyny szybko się rozluźniły - mówi o wspólnym opłatku drużyny Zbigniew Nęcek, trener KTS-u.

- Kolacja wyszła świetnie. Życzenia były po polsku, chińsku, czesku, rosyjsku, ukraińsku i angielsku. Dość osobliwe - dodaje Kinga Stefańska, kapitan mistrzyń Polski.

Najwięcej zainteresowania wzbudziły opłatki, bo ani Ukrainki Rity Piesockie (matka i córka, trenerka i zawodniczka), ani Czeszka Renata Strbikova, ani tym bardziej młoda Chinka Wang Yi Xiao nie wiedziały, do czego służą i jaką mają symbolikę.

- Już się nie mogę doczekać wyjazdu do Chin. Stęskniłam się za rodzicami, za znajomymi. Dla nas święta nie istnieją, choć coraz częściej ludzie ubierają choinki, wieszają świąteczne ozdoby. Jest to jednak tylko moda, nie dajemy sobie prezentów. Najważniejszy jest chiński Nowy Rok. To ruchome święto, które teraz przypada na 10 lutego, mamy wtedy około dwóch tygodni wolnego, wszyscy się bawią, przez cały ten czas odpalają sztuczne ognie i petardy. Teraz będzie to rok węża - mówi Wang Yi Xiao, która jako ostatnia z Azjatek wyjeżdżała na przerwę świąteczną.

Trzy tygodnie wcześniej była w Tarnobrzegu Li Qian, która wyjątkowo domagała się ubrania choinki. - Było to dziwne, bo Qian nigdy się nie paliła do wieszania ozdób - dopowiada Stefańska. Tymczasem "Mała" już wcześniej przygotowała upominki i nie chciała ich nigdzie indziej zostawić niż pod choinką. - Pamiętam, że to ważna tradycja, i nie mogłam wyjechać tak bez niczego - śmieje się Li Qian.

Na tradycję stawia także szkoleniowiec Zamku. - W Krakowie, skąd pochodzę, na stole mamy barszcz z domowymi uszkami. Niekiedy podaje się go z fasolą jasiek, ale dla mnie uszka są ponad wszystko. Później smażony karp, kapusta, kompot z suszonych śliwek i oczywiście kutia. Na koniec pojawia się makowiec lub tort. Nie wyobrażam sobie jednak wigilii bez barszczu. W tym roku postanowiłem także porządnie odpocząć, to będzie taki prezent dla samego siebie - mówi Nęcek.

Reszta tarnobrzeżanek także nie ma zamiaru myśleć w święta o tenisie stołowym. Kapitan Zamku Kinga Stefańska jak zawsze na Boże Narodzenie wybiera się na Śląsk. - Wigilię spędzam w wąskim gronie, z rodzicami w Katowicach. Mama gotuje zupę rybną, kapustę z grzybami i kompot z suszonych owoców, a my z tatą smażymy karpia. Na słodko są makówki, to zmielony mak z bakaliami, sucharami i odrobiną mleka, oraz mocka - na bazie piernika, z pasternakiem i mnóstwem suszonych śliwek, ale o dziwnym kolorze - uśmiecha się Stefańska. - Tę zawsze dostaję od chrzestnej, bo w domu tylko ja ją jem. Zresztą w zwyczaju mamy wymienianie się potrawami. Od drugiej cioci mam paluszki z makiem i tylko przez tyle lat nie udało mi się doprosić kutii od trenera - dodaje.

Sto kilometrów dalej od kapitana Zamku, ale już w Czechach, mieszka Renata Strbikova.

- W Ostrawie wiele zwyczajów jest podobnych jak na Śląsku. Chodzimy na pasterkę, w Wigilię przed południem odwiedzamy cmentarz, a prezenty przynosi Jezusek (Dzieciątko) - opowiada Renata.

Do wieczerzy rozkraja się jabłko, ale w odwrotny sposób niż zazwyczaj, i jak zobaczy się tam gwiazdę, to oznacza szczęście. - Robimy łódeczki z łupin orzecha - każdy ma swoją, każda odzwierciedla danego człowieka. Później wszystkie razem kładzie się na wodzie, robi się wir i jeśli któraś z łupin odpłynie, to oznacza, że ta osoba pójdzie swoją drogą, oddzieli się od reszty. Tradycja także mówi, że kto cały dzień pości, ten wieczorem zobaczy złote prosiątko - opowiada Strbikova i dodaje: - Na święta robimy bramborovy salat, czyli sałatkę jarzynową, aspik vajecny - galaretkę jajeczną, a ja przygotowuję pierś z kurczaka. W ogóle nie jem ryb, więc karpia na wieczerzy nie ma. Na znak szczęścia i bogactwa kładziemy jeszcze pieniądze lub łuski pod talerz, ale tak, aby nikt nie zauważył. Mam swoją sztuczkę: stawiam na talerzu do drugiego dania ten do zupy, ale od spodu przyklejam na kropli wosku pieniążek. Później nalewa się gorącą zupę i oczywiście wosk się topi, a niespodzianka zostaje na talerzu - śmieje się Renata.

Obie Rity Piesockie nie znają wigilii. Prezenty robi się na Ukrainie na Nowy Rok, a w prawosławiu Boże Narodzenie jest dwa tygodnie później niż nasze. - Zwyczaje są bardzo podobne do waszych, również powinno być 12 potraw, karp i inne rzeczy, ale tradycję kultywuje u nas raczej starsze pokolenie. Nie będziemy w żaden szczególny sposób świętować. Ważniejszy jest Nowy Rok - podsumowuje mama i trenerka Ritki.