Szczecin dumny z Rafała Wilka. A Rzeszów go nie chciał...

- A my jesteśmy dumni, że mamy Rafała. Razem z dwoma innymi zawodnikami tworzy światowej klasy team handbike'u - nie kryje satysfakcji Grażyna Czarnecka ze Startu Szczecin
Umawiamy się na środę rano w domu na rzeszowskim osiedlu Zalesie. Drzwi otwiera pani Kazimiera, mama Rafała. Promiennie uśmiechnięta.

Od razu go widzę - wózek inwalidzki stoi obok schodów w korytarzu. Ale pani Kazimiera szybko wyprowadza mnie z błędu. - Rafał jest na górze - zaprasza.

Rozglądam się po pierwszym piętrze. - Nie, to jeszcze wyżej - podpowiada gospodyni.

Pokój Rafała jest na drugim piętrze. Do pokonania strome schody. W pokoju królestwo trofeów: mnóstwo pucharów, medali, dyplomów. Tych Rafała żużlowca i tych Rafała kolarza.

Witam się z Rafałem, a z tyłu głowy ciągle myśl: jak wydostaje się na drugie piętro? - To dodatkowy trening. Po prostu podpieram się rękami i zasuwam po schodach na tyłku - mówi to tak po prostu.

Oknem nie wracam

Rafał Wilk jeździ na wózku inwalidzkim. Był żużlowcem. W 2006 r. na torze w Krośnie miał wypadek. Nie chodzi. Ale od dwóch lat uprawia jazdę tzw. handbikiem, czyli rowerem napędzanym siłą rąk. W ubiegłym roku przygotowywał się do maratonu w Nowym Jorku. To wtedy poprosił prezydenta Rzeszowa o wsparcie finansowe. Chodziło o blisko 2 tys. zł na przelot do USA. Nie dostał. To dlatego dziś jest zawodnikiem Startu Szczecin.

- Nie narzekam i nie narzekałem z tego powodu. Miasto Rzeszów odmówiło, bo takie miało prawo. Nie mam do nikogo żalu. Zawsze jakoś daję sobie radę. Nie jestem też taki, że jak mnie drzwiami wyrzucą, to wracam oknem. Ale czekać nie mogłem. Przecież był to rok przedolimpijski - wspomina dziś.

A rok temu, kiedy nie udało się w Rzeszowie, pojechał po wsparcie do Szczecina i w nowojorskim maratonie był drugi. Wilk swoje potrzeby związane ze startami pokrywa w 90 proc. z pieniędzy uzyskanych od sponsorów.

W rzeszowskim ratuszu próżno szukać samokrytyki i chęci przyznania się do błędu. - Nie mogliśmy dofinansować wyjazdu pana Rafała, bo nie należał do żadnego klubu - mówi dziś wiceprezydent Stanisław Sienko. - Nie można było np. wydać na ten cel 2 tys. zł z budżetu promocji? - pytam. - Nie - mówi Sienko.

Niech się trener nacieszy

Starania opłaciły się. W paraolimpiadzie w Londynie zdobył aż dwa złote medale. To najlepszy wynik w całej reprezentacji Polski. Medale zapisane zostaną jednak jako dorobek szczecińskiego Startu. - Ale fizycznie będą w Rzeszowie - śmieje się Rafał.

Będą za kilka dni. Bo jeden krążek Rafał wypożyczył Jakubowi Pieniążkowi, swojemu trenerowi, człowiekowi, który rozpisał mu przed igrzyskami cykl treningowy. - Kuba na stałe mieszka w Hiszpanii, ale teraz jest w Polsce. On ma duży udział w moim sukcesie i niech też pocieszy się moim medalem, należy mu się to - mówi Rafał.

Szczecin dumny z Rafała

A dlaczego Szczecin? Jak w Rzeszowie się nie udało, Rafał zaczął się rozglądać. Wybór padł na Start Szczecin, bo... - To tam jest najlepszy klub handbike'u w Polsce. Jest w pierwszej dziesiątce rankingu światowego. I cieszy się wielką przychylnością tamtejszych władz. Jestem Szczecinowi bardzo wdzięczny - mówi dwukrotny medalista paraolimpiady.

- A my jesteśmy dumni, że mamy Rafała. Razem z Arkiem Skrzypińskim i Zbyszkiem Wandachowiczem tworzą światowej klasy team handbike'u - nie kryje satysfakcji Grażyna Czarnecka ze Startu Szczecin. Główną instytucją wspomagającą sportowców Startu jest szczeciński ratusz. - Koszty szkolenia zawodników, promocja sportu, program paraolimpijski oraz organizacja imprez sportowych są w większości pokrywane z dotacji miasta. W 2011 r. oraz 2012 r. jest to kwota około 350 tys. zł. Klub występuje do prezydenta o dodatkowe świadczenia na podstawie uchwał rady miasta dotyczących programów wspierania olimpijczyków i paraolimpijczyków. Są to stypendia miesięczne oraz nagrody. W tym roku Rafał Wilk otrzymuje stypendium miesięczne w kwocie 781 zł, otrzymał także dwie nagrody w wysokości 1,5 tys. i 20 tys. zł - wylicza Robert Grabowski z Urzędu Miasta w Szczecinie.

Nie będę chodził

Rafał Wilk to jeden z najbardziej utytułowanych żużlowców, wychowanek Stali Rzeszów. W 1993 r. w parze z Piotrem Winiarzem zdobył srebrny medal Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych. W latach 1994-95 z Rafałem Trojanowskim, Maciejem Kuciapą i Piotrem Winiarzem wywalczył złoty medal Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostw Polski. Był także indywidualnym wicemistrzem Węgier.

W 2006 r. reprezentował barwy KSŻ Krosno. 3 maja tamtego roku jego kariera jako żużlowca brutalnie się skończyła. Podczas meczu ligowego upadł na tor. Na pełnej prędkości wjechał na niego inny żużlowiec. Rafał miał złamany kręgosłup. - Pierwsza wiadomość, jaka do mnie dotarła, to to, że nie będę chodził - mówi dziś Wilk. Nie skończył jednak definitywnie z żużlem. W latach 2009-2011 był trenerem KMŻ Lublin.

Mistrz

- Od zawsze byłem rowerzystą. Jeździłem w wyścigach, MTB itp. Po wypadku nie chciałem kończyć także z jazdą na rowerze. Możliwość była jedna - handbike - opowiada. Oprócz kolarstwa uprawia narciarstwo zjazdowe na nartach jednośladowych mono ski. Ale największe sukcesy odnosi jako kolarz. Jest mistrzem Polski, był szósty w mistrzostwach świata w jeździe na czas, cztery razy wygrywał zawody Pucharu Europy, w maratonie nowojorskim był drugi. Wygrał także klasyfikację generalną Pucharu Świata w 2012 r., a podczas Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie okazał się najlepszym spośród wszystkich polskich reprezentantów. Zdobył dwa złote medale: w jeździe na czas na 16 kilometrów oraz w wyścigu ze startu wspólnego na 64 kilometry.

Wilk na uniwersytecie

- Trenuję latem, w zimie pracuję w Centro-Chemie w Lublinie. To także mój sponsor. Ale niejedyny. Bo pomagają mi także sieć sklepów Spar, Greinplast, Marma, Millenium i sam Mariusz Półtorak, współwłaściciel Millenium. No i oczywiście firma GTM Mobil z Warszawy, która wykonała dla mnie rower na olimpiadę - opowiada Wilk. Rower wart 35 tys. zł dostał od firmy za darmo. Jednak już niedługo jego życie zawodowe się zmieni. Od 1 października zaczyna pracę na Uniwersytecie Rzeszowskim, którego jest absolwentem. - Jako wykładowca na Wydziale Turystyki i Sportu - mówi z zapałem.

Po igrzyskach Rafał spotkał się z prezydentem Bronisławem Komorowskim, premierem Donaldem Tuskiem i minister sportu Joanną Muchą. Do rzeszowskiego ratusza nikt go na razie nie zaprosił. - Bo nie mogliśmy się dodzwonić - mówi Stanisław Sienko, ale Katarzyna Pawlak z biura prasowego urzędu miasta wyjaśnia: - Jest przygotowywane zaproszenie na najbliższy poniedziałek.

Teraz jest w Rzeszowie. W szkołach spotyka się z dziećmi i opowiada o sobie. Ma też zaplanowane dalsze treningi. Najbliższe starty to Kraków, Łódź, Puchar Europy w Pradze na dystansie 40 kilometrów oraz maraton w Berlinie. To drugi pod względem prestiżu i liczby uczestników maraton na świecie. Mniejszy tylko od nowojorskiego. Będzie tam reprezentował Start Szczecin.

Komentarz

Miasto Rzeszów znowu strzeliło sobie w stopę. W kwestii wizerunku i nie tylko. Sportowiec potrzebował zaledwie 2 tys. zł po to, by reprezentować stolicę Podkarpacia w największym na świecie maratonie. Niejeden samorząd dołożyłby znacznie więcej za taką promocję. Załapał się Szczecin, bo w rzeszowskim ratuszu nie znalazł się nikt, kto baczniej przyjrzałby się sprawie i zrobił rzetelny rachunek zysków i strat.

Teraz, po paraolimpiadzie, to właśnie Szczecin spija śmietankę po sukcesie Wilka, a Rzeszów, gdzie Wilk mieszka i trenuje, ma się z pyszna. I chyba dlatego ma kłopot z dodzwonieniem się do Rafała i odwleka spotkanie. Mnie udało się to bez problemu.

Urzędnicy skompromitowali w sferze moralnej siebie, a przy okazji miasto także. Bo przecież Rafał Wilk to sportowiec - jeden z nielicznych - który promował Rzeszów jako dwukrotny mistrz Polski na żużlu. Zasłużył na pomoc i jako sportowiec, i jako człowiek.

Wilk nie ma żalu do miasta. - Odmówiło, bo takie miało prawo - mówi.

Ale ja mam żal. I czekam chwili, kiedy w końcu urzędnicy bezmyślnymi decyzjami przestaną szkodzić miastu i marnować dorobek i potencjał jego mieszkańców.

Ale jestem dumny, że mamy Rafała, i polubiłem Szczecin.