Londyn 2012. Bez medalu i bez sukcesu. Znowu

Dziewięciu zawodników, zero medali. To dorobek podkarpackich sportowców na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Słabo? Bardzo, ale od lat medalista olimpijski z naszego regionu to zjawisko jeszcze rzadsze niż trąba powietrzna w Polsce. Ba, zjawisko dawno nieoglądane.

Wszystko o występach podkarpackich olimpijczyków w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Nie dość jednak, że medali nie ma, to jeszcze nie ma też choćby małego sukcesu kogokolwiek. Może za wyjątkiem Li Qian, pingpongistki z Tarnobrzega, która co prawda szybko przepadła w turnieju indywidualnym, ale w drużynie pokonała brązową medalistkę z Londynu z singla, Singapurkę Tianwei Feng. I to by było na tyle.

Ale z drugiej strony na kogo więcej można było liczyć? Wiadomo, siatkarzy. Oni mieli przywieźć medal, dla Podkarpacia cztery, bowiem tylu przedstawicieli w Londynie miała Asseco Resovia. Tylko jeden mały szczegół, cała czwórka to zawodnicy sprowadzeni do Rzeszowa, nie wychowankowie.

Z zawodników urodzonych w naszym regionie i kontynuujących swoją przygodę ze sportem u nas w Londynie była tylko dwójka chodziarzy z Mielca - Paulina Buziak i Rafał Augustyn. Oboje swoje dystanse ukończyli na dalekich miejscach. Ale nawet ich rekordy życiowe nie pozwalały marzyć o medalu.

Podobnie było w tenisie stołowym. Tam podium zarezerwowane jest dla Azjatów, ale tych reprezentujących barwy azjatyckich krajów. Też nie było więc co liczyć na zawojowanie świata przez Li Qian czy Wang Zeng Yi. Trzecia nasza przedstawicielka w tej dyscyplinie sportu, Kinga Stefańska, pojechała w ogóle jako rezerwowa. I przy stole się nie pojawiła.

Apetyty więc mieliśmy co najwyżej na lepszy występ siatkarzy. I ci nas zawiedli. Przy pozostałych cieszył sam fakt wyjazdu, bowiem jeszcze cztery lata temu nasza kadra do Pekinu była znacznie mniejsza, nie wspominając już o wcześniejszych igrzyskach, gdzie Podkarpacie było białą plamą.

A sukces? Na ten kiedyś może przyjdzie pora. Ale medale nie biorą się znikąd. Nie biorą się nagle, nie na igrzyskach. A ile indywidualnych sukcesów na mistrzostwach świata mieliśmy? Kilka było, ale nie w konkurencjach olimpijskich. Podkarpacie może i jest mocne w drużynie, w kraju. Na tle międzynarodowym jesteśmy jednak z tyłu.

Ale by wymagać medali na najważniejszej imprezie świata, trzeba najpierw wymagać podstaw. Systemu szkolenia, wsparcia klubów i zawodników przez urzędy, sponsorów. A my mamy głównie wojny i wojenki o "kilka groszy", zaniedbane obiekty sportowe i kilku trenerów zapaleńców, którzy coś chcą zrobić, ale nie mają z kim. I za co.

I dopóki nie będzie gdzie trenować, komu, kogo i za co, dopóty o medalach olimpijskich podkarpackich sportowców będziemy mogli tylko pomarzyć. No chyba że nagle któryś z naszych klubów kupi np. na rok jakiegoś mistrza świata w czymkolwiek. Ale to będzie jeden strzał. A nam powinno chodzić o systematyczność, a nie grę w totolotka.