Prezydent Rzeszowa: Stop stadionowym łuskaczom słonecznika

Czy na meczach żużlowych w Rzeszowie zacznie obowiązywać bezwzględny zakaz jedzenia słonecznika? Prezydent Tadeusz Ferenc uważa, że taki zakaz by się przydał. - Byłoby czyściej na stadionie - mówi.
Ferenc w ostatnią niedzielę był na meczu PGE Marmy Rzeszów ze Stalą Gorzów. W poniedziałek ze swoimi współpracownikami rozmawiał jednak nie o przyczynach porażki naszej drużyny, tylko o... słoneczniku, a właściwie o łupinach.

- Kiedyś, przed laty, jak się patrzyło na trybuny, to wydawało się, że one płoną, bo tyle było dymu z papierosów. Teraz jest problem z tym słonecznikiem. Siedzą ludzie na nowej trybunie stadionu i plują tym słonecznikiem. Niedaleko ode mnie siedziała elegancka kobieta i przez cały mecz jadła słonecznik. Pod nogami miała całą kupę łupin. Zresztą nie ona jedna to robiła. Później takie śmieci rozwiewa wiatr, łupiny lecą na ludzi. Cała trybuna jest zabrudzona. Wygląda to nieestetycznie. Mówię to jako kibic żużla - mówi Ferenc.

A jako prezydent nakazał swoim podwładnym sprawdzić, czy nie można wprowadzić na stadionie zakazu jedzenia słonecznika. - Polecenie sprawdzenia możliwości wprowadzenia takiego zakazu otrzymało miejskie Biuro Ewidencji Działalności Gospodarczej i Zezwoleń - informuje Katarzyna Pawlak z biura prasowego rzeszowskiego urzędu miasta. Na razie konkretnych efektów tego sprawdzania jeszcze nie ma. - Zajmie to jakiś czas - mówią przedstawiciele ratusza.

Łupanie słonecznika na żużlowych meczach to taka rzeszowska specyfika. W dniu meczu przed stadionem przy Hetmańskiej pojawiają się ministoiska, na których można kupić tylko i wyłącznie słonecznik. To nasze przywiązanie do prażonych ziarenek zauważyli kibice innych klubów, którzy odwiedzają Rzeszów. W złośliwym komentowaniu tego przyzwyczajenia przodują tarnowianie. "Szokująca ilość słonecznika - śmieszne widoki w stylu koleś puszcza dziewczynę przodem, idąc w dół trybuny, i opluwa ją odruchowo łupkami ze słonecznika" - wpisał na jednym żużlowych forów kibic z Tarnowa. Inni piszą o tym, że jedyne, w czym Rzeszów przoduje, "to jedzenie słonecznika".

W portalu YouTube zamieszczone są nawet krótkie filmy autorstwa kibiców z Tarnowa, których tematem jest słonecznik. Jeden z nich nosi tytuł "Marma Rzeszów - Słonecznikowe pola 2009", drugi pokazuje kibiców z Rzeszowa jedzących słonecznik.



Marek Poręba, wiceprezes Stali Rzeszów, gdy go pytamy o "słonecznikowy problem", nie może się w pierwszej chwili powstrzymać od śmiechu. Ale zaraz już poważnie przyznaje: - Łuskanie słonecznika na meczach to poważny problem. Służby porządkowe zawsze później mają dużo pracy.

To właśnie klub Stal jest odpowiedzialny za utrzymanie porządku na stadionie. Miesięcznie wydaje na to kilkanaście tysięcy złotych. Poręba opowiada to, co widział w ostatnią niedzielę na meczu. - Pełno łup pod nogami. Niestety, zdarzają się przypadki, że łupy wypluwane są na głowy innych kibiców. Wygląda to koszmarnie, mało przyjemnie - przyznaje wiceprezes klubu.

Choć zauważa "słonecznikowy problem", to klub nie zamierza wycofywać słonecznika ze sprzedaży na terenie obiektu. - Słonecznik wpisał się w tradycję stadionu. Jest jak narkotyk. Człowiek w nerwach ogląda mecz, lepiej, jak będzie łuskał słonecznik, niż palił papierosa jednego za drugim. Możemy się odwoływać jedynie do kultury kibiców, by nie zaśmiecali stadionu - mówi Marek Poręba.

Odgórny zakaz niedłubania słonecznika - według klubu - nic nie da, a poza tym będzie krzywdzący dla tych fanów, którzy łup nie rzucają pod nogi. - Dlaczego mają być poszkodowani ci, którzy zachowują się kulturalnie? - pyta Poręba.

I apeluje do kibiców, by dłubiąc słonecznik, zabierali ze sobą woreczki, do których mogliby wrzucać pozostałości po słoneczniku. - Uczmy ludzi kultury, a nie wprowadzajmy zakazy - uważa Marek Poręba.