Nieudany rewanż Asseco Resovii w Bełchatowie

Tydzień po porażce w Pucharze Polski siatkarze Asseco Resovii znów musieli uznać wyższość PGE Skry Bełchatów, z którą przegrali 0:3
Pojedynek w Bełchatowie miał być rewanżem Asseco Resovii za ubiegłotygodniową porażkę w półfinale Pucharu Polski. Wówczas podopieczni Andrzeja Kowala przegrali z PGE Skrą 1:3, ale do zwycięstwa zabrakło niewiele. Tym razem dominacja zespołu Jacka Nawrockiego była niepodważalna. I nie zmieniło tego nawet to, że w wyjściowej szóstce gospodarzy zabrakło trzech podstawowych zawodników - atakującego Mariusza Wlazłego i środkowych Daniela Plińskiego oraz Marcina Możdżonka. W ich miejsce w składzie znaleźli się Aleksandar Atanasijević, Wytze Kooistra i młody Karol Kłos.

Nad zmianami przed meczem zastanawiał się również szkoleniowiec Asseco Resovii, który rozważał wariant wystawienia Rumuna Adriana Gontariu w miejsce niemieckiego atakującego Gyorgy Grozera. Ostatecznie Kowal ryzyka nie podjął i jak się później okazało, popełnił błąd. Grozer spotkania w Bełchatowie do udanych z pewnością nie będzie mógł zaliczyć, Gontariu natomiast cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych.

Niemiec szczególnie słabo radził sobie w drugim secie, gdzie w końcówce totalnie się zablokował i nie wykorzystał aż pięciu piłek z rzędu. Trzykrotnie atakującego Asseco Resovii blokował Bartosz Kurek. Godny uwagi był pojedynczy blok reprezentanta Polski, po którym gospodarze wyszli na prowadzenie 23:22, odrabiając tym samym stratę sześciu punktów (16:22). - Możemy mieć pretensje tylko do siebie. To, jak zagraliśmy w drugim secie, nie powinno nam się zdarzyć - powiedział Maciej Dobrowolski, rozgrywający rzeszowian, którzy ostatecznie przegrali tę partię na przewagi do 27.

- Grałem spotkania, w których z takiego stanu już się nie dało wyjść. To, co się stało w drugim secie, to duża zasługa Bartka [Kurka - przyp. red.]. Ten fragment był kapitalny - podkreślił z kolei atakujący PGE Skry Mariusz Wlazły.

Jak się później okazało, porażka w drugim secie była kluczowa dla losów sobotniego pojedynku. Po niej z zawodników Kowala całkowicie uszło powietrze. - Trudno powiedzieć, czy drugi set nas podłamał. Trzeciego zagraliśmy podobnie słabo jak pierwszego - dodał Dobrowolski.

Jedynym, który w trzeciej odsłonie próbował walczyć z drużyną Nawrockiego, był Amerykanin Paul Lotman. Niestety, w pojedynkę atakujący rzeszowian nie był w stanie nic zrobić. Na drugiej przerwie technicznej resoviacy przegrywali 9:16. Chwilę później skutecznym atakiem popisał się Lotman i zmniejszył przewagę gospodarzy do sześciu punktów (18:12). To jednak było wszystko, na co było stać zespół Kowala w tym pojedynku. Niemoc gości znakomicie uwidoczniła się w końcówce meczu, kiedy punkty zdobył libero PGE Skry Paweł Zatorski. Dzieła zniszczenia dokonali Wlazły i Kurek. Pierwszy z nich popisał się znakomitym asem serwisowym. Kurek natomiast wykorzystał piłkę meczową. - Teraz popełniliśmy więcej błędów niż podczas spotkania w Rzeszowie. Szczególnie w końcówkach. Skra w dalszym ciągu udowadnia, że jest najsilniejszym zespołem w Polsce. Mam nadzieję, że tylko na razie - zakończył Dobrowolski.

PGE SKRA BEŁCHATÓW3
ASSECO RESOVIA0
Sety: 25:16, 29:27, 25:16.

Skra: Kooistra (7), Kłos (6), Kurek (17), Falasca (4), Winiarski (5), Atanasijević (4), Zatorski (libero, 1) oraz Wlazły (8), Pliński (3), Woicki i Możdżonek (1).

Resovia: Lotman (9), Grzyb (6), Nowakowski (6), Tichacek, Achrem (7), Grozer (8), Ignaczak (libero) oraz Dobrowolski, Bojić (1), Mika (1) i Kosok.

MVP meczu: Kurek.